-Ciekawe,kto ma klucze i kto może zamknąć drzwi.-powiedział uśmiechający się Louis,trzymający w ręce klucze.
-To by było przetrzymywanie.-powiedziałam udając zamyśloną.
-Oj tam,od razu przetrzymywanie.-powiedział Lou który aktualnie machną ręką.
-Nie,ale tak na poważnie to ja już pójdę.-powiedziałam i zaczęłam zakładać buty.
-Nie,tak na poważnie zostajesz u nas.-powiedział Liam i zamkną drzwi na klucz
-Wypuść mnie proszę.-powiedziałam spokojnie.
-Nie.
-Cóż zostałam zmuszona.Jak coś,to was kochałam.-powiedziałam i pobiegłam na pierwsze piętro.
Dobrze,że trenuje akrobatykę,często zdarzały mi się upadki z dużej wysokości.
-T.I co ty zamierzasz?-powiedzieli chłopcy,gdy zobaczyli,że zbliżam się do okna.
-Odsuńcie się bo skocze!-krzyknęłam gdy zobaczyłam jak chłopcy zbliżają się do mnie.
-Lou biegnij na dół,bo ona na prawdę skoczy!-Liam.
-Za późno!-krzyknęłam i skoczyłam z okna,odziwo nic mi się nie stało :D.
-Mój Boże!Biegnijmy do niej!-słyszałam jeszcze Zayna.
Oni nie wiedzieli,że trenowałam :p.Oparłam się o płot i czekałam na chłopaków.Chwile mnie szukali,ale w końcu zobaczyli,że stoję sobie spokojnie pod bramą.
-Jak ty to zrobiłaś!?-zapytali zdziwieni chłopcy.
-Trenuję Akrobatykę.-powiedziałam i się uśmiechnęłam.
-To teraz chodź do domu!-powiedział Louis.
-Nie.-powiedziałam stanowczo.
-Nie zmuszaj nas,żebyśmy Cię gonili.-powiedział Harry.
-Phi.Możecie próbować.-powiedziałam i machnęłam ręką.
I w tym momencie chłopcy mnie otoczyli,ale wspominałam że trenuję akrobatykę?Lou był przede mną więc gdy biegł,ja po prostu oparłam się o jego ramiona i przeskoczyłam go.Tak przeskoczyłam go gdy stał prosto i co?
-Wow,nie zła jesteś.-krzyknęli razem.
-Dzięki.-powiedziała i ponownie stanęłam przed nimi.
-Ale wiesz,że w końcu Cię złapiemy!-powiedzieli znów razem.
-Phi.-powiedziała i ponownie machnęłam ręką.
Na początku spróbował Niall.Rzucił się na mnie,ale ja po prostu zrobiłam krok w bok i mu nie wyszło.Później był Louis.Mu też się nie udało.Reszta już nie próbowała.Stałam na środku ogrodu.
-No dalej!-krzyknęłam kiedy mnie otoczyli.
-Tym razem Ci się nie uda!-krzykną Lou.
-Zobaczymy.-powiedziałam zaraz po jego wypowiedzi.
Biegli w moją stronę,a ja tylko zrobiłam podwójne salto do tyłu i stałam za chłopakami którzy się ze sobą zderzyli i teraz leżą na trawie.
-Wow,powinniście poćwiczyć nad kondycją.-powiedziałam zakładając ręce na klatce piersiowej.
Pierwszy wstał Liam.
-T.I proszę chodź z nami do domu,proooooszę.-powiedział robiąc przy tym minę kotka ze Shreka.
-Nie można było tak od razu?-zapytałam i podeszłam do chłopców,aby pomóc im wstać.
Gdy chłopcy wstali,spojrzeli na mnie wzrokiem:Dzięki -.-.
Siedzieliśmy już w domu,ja w sumie siedziałam sobie w swoim pokoju.Byłam przyzwyczajona,że zawsze o tej godzinie siedzę sama.
-T.I!?!?!?-krzyknęli chłopcy z dołu.
-O co chodzi?-zapytałam gdy już zeszłam na dół.
-Chodź na kolację.-powiedział Louis.
-Nie dzięki...-powiedziałam oschle.-Oj,przepraszam to z przyzwyczajenia,chciałam powiedzieć,nie dziękuję.-powiedziałam już łagodnie.
-Ale T.I musisz coś jeść.-powiedział Liam.
-Nie muszę.-powiedziałam i wzruszyłam ramionami.
Poszłam do swojego pokoju i zamknęłam drzwi.Zaczęłam rozmyślać nad tym dlaczego moi rodzice mnie zostawili.Wymyśliłam z milion rozwiązań m.i.n to,że oni mnie wcale nie chcieli,że to się stało przez chwilę nie uwagi.W końcu na myśl przyszło mi to,że nie powinnam się urodzić.Zaczęłam płakać.Położyłam się na łóżku.Miałam dość siebie.Miałam dość swojego życia.Można powiedzieć,że ponownie chciałam wziąć żyletkę do ręki.Tak cięłam się,ale tutaj nie mogłam tego zrobić.Przypomniało mi się,że zawsze miałam przy sobie zapasową żyletkę.Już miałam przykładać ją do nadgarstka.Kiedy usłyszałam pukanie do drzwi.
-Proszę.-powiedziałam cicho,ale tak,aby usłyszeli i w tym samym czasie schowałam żyletkę za plecy.
Do pokoju weszło pięciu chłopaków.
-Co robisz?-zapytał Liam.
-Ja...yyy...nic...takiego,tak nic takiego.-powiedziałam na początku bardzo się zacinając.
-A konkretnie?
-A konkretnie?Yyy...konkretnie?-zaczęłam się jąkać.
-Tak,konkretnie.
-Yyy...ja...właśnie..no ten...my...myślałam,tak ja właśnie myślałam!-nie mogłam wymyślić nic bardziej sensownego.
-Na pewno?-zapytali chłopcy.
-Jeśli powiem,że tak to uwierzycie?-zapytałam niepewnie.
-Nie za bardzo.-powiedzieli chłopcy.
-To nie wiem co mam powiedzieć.-powiedziałam i wzruszyłam ramionami.
-A może to co robiłaś?-Louis.
-I to jest ten moment kiedy nie wiem co powiedzieć.-powiedziałam i machnęłam rękami w górę.
-A co ty tu robiłaś?-zapytał Zayn...
lama♥
-Wypuść mnie proszę.-powiedziałam spokojnie.
-Nie.
-Cóż zostałam zmuszona.Jak coś,to was kochałam.-powiedziałam i pobiegłam na pierwsze piętro.
Dobrze,że trenuje akrobatykę,często zdarzały mi się upadki z dużej wysokości.
-T.I co ty zamierzasz?-powiedzieli chłopcy,gdy zobaczyli,że zbliżam się do okna.
-Odsuńcie się bo skocze!-krzyknęłam gdy zobaczyłam jak chłopcy zbliżają się do mnie.
-Lou biegnij na dół,bo ona na prawdę skoczy!-Liam.
-Za późno!-krzyknęłam i skoczyłam z okna,odziwo nic mi się nie stało :D.
-Mój Boże!Biegnijmy do niej!-słyszałam jeszcze Zayna.
Oni nie wiedzieli,że trenowałam :p.Oparłam się o płot i czekałam na chłopaków.Chwile mnie szukali,ale w końcu zobaczyli,że stoję sobie spokojnie pod bramą.
-Jak ty to zrobiłaś!?-zapytali zdziwieni chłopcy.
-Trenuję Akrobatykę.-powiedziałam i się uśmiechnęłam.
-To teraz chodź do domu!-powiedział Louis.
-Nie.-powiedziałam stanowczo.
-Nie zmuszaj nas,żebyśmy Cię gonili.-powiedział Harry.
-Phi.Możecie próbować.-powiedziałam i machnęłam ręką.
I w tym momencie chłopcy mnie otoczyli,ale wspominałam że trenuję akrobatykę?Lou był przede mną więc gdy biegł,ja po prostu oparłam się o jego ramiona i przeskoczyłam go.Tak przeskoczyłam go gdy stał prosto i co?
-Wow,nie zła jesteś.-krzyknęli razem.
-Dzięki.-powiedziała i ponownie stanęłam przed nimi.
-Ale wiesz,że w końcu Cię złapiemy!-powiedzieli znów razem.
-Phi.-powiedziała i ponownie machnęłam ręką.
Na początku spróbował Niall.Rzucił się na mnie,ale ja po prostu zrobiłam krok w bok i mu nie wyszło.Później był Louis.Mu też się nie udało.Reszta już nie próbowała.Stałam na środku ogrodu.
-No dalej!-krzyknęłam kiedy mnie otoczyli.
-Tym razem Ci się nie uda!-krzykną Lou.
-Zobaczymy.-powiedziałam zaraz po jego wypowiedzi.
Biegli w moją stronę,a ja tylko zrobiłam podwójne salto do tyłu i stałam za chłopakami którzy się ze sobą zderzyli i teraz leżą na trawie.
-Wow,powinniście poćwiczyć nad kondycją.-powiedziałam zakładając ręce na klatce piersiowej.
Pierwszy wstał Liam.
-T.I proszę chodź z nami do domu,proooooszę.-powiedział robiąc przy tym minę kotka ze Shreka.
-Nie można było tak od razu?-zapytałam i podeszłam do chłopców,aby pomóc im wstać.
Gdy chłopcy wstali,spojrzeli na mnie wzrokiem:Dzięki -.-.
Siedzieliśmy już w domu,ja w sumie siedziałam sobie w swoim pokoju.Byłam przyzwyczajona,że zawsze o tej godzinie siedzę sama.
-T.I!?!?!?-krzyknęli chłopcy z dołu.
-O co chodzi?-zapytałam gdy już zeszłam na dół.
-Chodź na kolację.-powiedział Louis.
-Nie dzięki...-powiedziałam oschle.-Oj,przepraszam to z przyzwyczajenia,chciałam powiedzieć,nie dziękuję.-powiedziałam już łagodnie.
-Ale T.I musisz coś jeść.-powiedział Liam.
-Nie muszę.-powiedziałam i wzruszyłam ramionami.
Poszłam do swojego pokoju i zamknęłam drzwi.Zaczęłam rozmyślać nad tym dlaczego moi rodzice mnie zostawili.Wymyśliłam z milion rozwiązań m.i.n to,że oni mnie wcale nie chcieli,że to się stało przez chwilę nie uwagi.W końcu na myśl przyszło mi to,że nie powinnam się urodzić.Zaczęłam płakać.Położyłam się na łóżku.Miałam dość siebie.Miałam dość swojego życia.Można powiedzieć,że ponownie chciałam wziąć żyletkę do ręki.Tak cięłam się,ale tutaj nie mogłam tego zrobić.Przypomniało mi się,że zawsze miałam przy sobie zapasową żyletkę.Już miałam przykładać ją do nadgarstka.Kiedy usłyszałam pukanie do drzwi.
-Proszę.-powiedziałam cicho,ale tak,aby usłyszeli i w tym samym czasie schowałam żyletkę za plecy.
Do pokoju weszło pięciu chłopaków.
-Co robisz?-zapytał Liam.
-Ja...yyy...nic...takiego,tak nic takiego.-powiedziałam na początku bardzo się zacinając.
-A konkretnie?
-A konkretnie?Yyy...konkretnie?-zaczęłam się jąkać.
-Tak,konkretnie.
-Yyy...ja...właśnie..no ten...my...myślałam,tak ja właśnie myślałam!-nie mogłam wymyślić nic bardziej sensownego.
-Na pewno?-zapytali chłopcy.
-Jeśli powiem,że tak to uwierzycie?-zapytałam niepewnie.
-Nie za bardzo.-powiedzieli chłopcy.
-To nie wiem co mam powiedzieć.-powiedziałam i wzruszyłam ramionami.
-A może to co robiłaś?-Louis.
-I to jest ten moment kiedy nie wiem co powiedzieć.-powiedziałam i machnęłam rękami w górę.
-A co ty tu robiłaś?-zapytał Zayn...
lama♥
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz