-Ale...-Liam nie dał jej dokończyć.
-Nie ma "ale" robimy tak jak powiedział Louis i już!
-Dobrze.-powiedział i wstała z łóżka.
-Ale gdzie ty idziesz!?
-No spać.
-Tutaj jest łóżko.-powiedziałem i wskazałem na nasze łóżko.
-Ale ja idę do gościnnego.
Wyszła z pokoju,bałem się,że w nocy wstanie i ponownie to zrobi,więc tylko gdy zasnęła ja wziąłem ją na ręce i zaniosłem do naszej sypialni.
***0:26***
Obudziłem się,gdy T.I wychodziła z pokoju.
-Gdzie idziesz?-spytałem pośpiesznie.
-Do kuchni po szklankę wody.Mogę?-trochę się z dziwiłem,że pyta mnie czy może iść po picie,ale po chwili jej odpowiedziałem twierdząco.
***Oczami T.I***
Poszłam do kuchni po szklankę wody.Usiadłam przy stole i zaczęłam rozmyślać nad moim życiem.Kiedy już skończyłam spojrzałam na zegarek,który wskazywał na godzinę 4:58.Trochę się zamyśliłam :p.Postanowiłam,że zrobię chłopakom śniadanie.Po przygotowaniu posiłku była godzina 7:13,postanowiłam pójść na zakupy.Zostawiłam chłopakom liścik:
Wychodzę.Nie martwcie się o mnie.
Nie czekajcie z obiadem,pewnie będę późno.
W pewnym sensie,chciałam żebyście trochę ochłonęli,zanim zaczniemy naszą jaksze wspaniałą rozmowę.
T.I♥
T.I♥
***Oczami Louisa***
Gdy już wstałem,poszedłem zobaczyć czy chłopaki też już wstali.Właśnie wychodzili ze swoich pokoi.Zeszliśmy na dół i przeczytaliśmy karteczkę od T.I,byliśmy lekko zdenerwowani.Próbowałem się do niej dodzwonić,ale T.I cały czas odrzucała połączenia.Postanowiliśmy jej poszukać.Wyszykowaliśmy się i wyszliśmy z domu.
-Jak myślicie,gdzie może być?-Zayn.
-Może na zakupach,wiecie dziewczyny,najczęściej gdy wychodzą to albo idą do koleżanek,żeby im się wyżalić,albo na zakupy.Idą też do chłopaka albo przyjaciela,ale my jesteśmy tu.-powiedziałem a chłopcy przyznali mi rację.
-Tylko do jakiego sklepu ona poszła?-Niall
-Właśnie w Londynie jest przecież z milion sklepów!-Harry
-Może spróbuję do niej zadzwonić?-zapytałem.
-Lepsze to niż nic.-Liam
T.I odebrała za trzecim razem.
Rozmowa telefoniczna:
-Halo.-usłyszałem głos T.I.
-T.I gdzie ty jesteś!?-zapytałem zdenerwowany.
-Nie powiem Ci,zostawiłam karteczkę,że będę późno.-powiedziała spokojnie.
-Mów gdzie jesteś.-powiedziałem trochę spokojniej.
-Nie powiem Ci,jak będziesz taki zdenerwowany.
-A ty byś się nie denerwowała!?-Niall wyrwał mi telefon,żebym się bardziej nie zdenerwował.
-Halo?-Niall
-O Niall,tylko na mnie nie krzycz.
-Dobrze,a ty mi powiesz gdzie jesteś?
-Ale Louis nie będzie na mnie krzyczał?-zapytała jakby z niepokojem.
-Nie,nie będzie.
-Na pewno?
-Obiecuję.
-Ale jak będzie,to ja uciekam.Obiecuję Ci to!
-Dobrze to powiedz gdzie jesteś.
-Spotkamy się w parku,będę czekać przy fontannie.Dobrze?
-Będziemy za 10 minut.
Rozłączył się i powiedział,że mamy się spotkać pod fontanną.
-A i Louis nie możesz się denerwować.-dopowiedział Niall.
Gdy już doszliśmy na miejsce,zobaczyliśmy T.I która wpatruję się w telefon.Miała w ręce kilka siatek,około ośmiu.T.I wyglądała pięknie.
-Gdzie ty byłaś?-zapytał Niall
-Na początek poszłam do sklepu,później poszłam zjeść śniadanie,później na kawę,trochę później poszłam odwiedzić I.T.P,później znów poszłam do sklepu,później zadzwonił Louis,później rozmawiałam z Niallem,później przyszłam tu,później pisałam smsy z I.T.P i na koniec przyszliście wy i teraz z wami rozmawiam.No i tak to sobie było.-powiedziała i się uśmiechnęła.
-Ale za czyje to pieniądze?Nie to,że nie możesz brać moich,ale tak się chciałem zapytać...-śmiech T.I mi przerwał.
-Oczywiście,że za moje.Nie wzięłabym od Ciebie pieniędzy.-powiedziała cały czas się śmiejąc.
-Możesz brać,ale chciałem się tylko zapytać.-zacząłem się tłumaczyć.
-Idę jeszcze do dwóch sklepów idziecie ze mną czy idziecie do domu?-zapytała T.I
-Ja idę,a wy?-Zayn i Niall powiedzieli w tym samym czasie po czym wybuchnęli śmiechem.
-Ja też.-powiedział Louis,Liam i Harry i znów wybuchnęli śmiechem.
-To na początek idziemy tam!-powiedziała i wskazała na jeden ze sklepów.
Gdy weszliśmy do sklepu pierwsze co rzuciło w oczy to były bikini.
-Jednak dobrze,że przyszliśmy.-powiedział z uśmiechem Zayn.
-Dobra,muszę sobie znaleźć nowy strój.
Po 15 minutach T.I podeszła do nas z dwu częściowym strojem.
-Ładny?-zapytała patrząc na każdego po kolei.
-Idź przymierz.-Niall.
Kiedy wyszła wszystkim opadła szczęka z wrażenia.
-Nie podoba się?-powiedziała ze smutkiem.
-Wyglądasz świetnie.-powiedziałem po chwili.
-Czyli kupować?
-Pewnie że tak!-powiedzieliśmy razem na co T.I się uśmiechnęła i zasłoniła zasłonę,aby przebrać się w normalny strój.
-Ile to kosztuje?-zapytałem T.I kiedy wyszła z przymierzalni.
-100.50,a co?-zapytała i spojrzała na mnie.
-To ja zapłacę.-chciałem wziąć od niej zakupy,ale ona tylko wyciągnęła portfel i uśmiechnęła się.
-Ja płacę za siebie.-powiedziała i położyła pieniądze na ladzie.
-Ale w następnym sklepie ja płacę.
-Zobaczymy.-powiedziała i się do mnie uśmiechnęła.
T.I zatrzymała się przed sklepem i zwróciła się do nas.
-Możecie tutaj zostać?
-Jasne,zaczekamy.-powiedzieliśmy wszyscy razem.
T.I weszła da środka i nie było jej jakieś 5 minut.
***Oczami T.I***
-Jasne,zaczekamy.-powiedzieli wszyscy razem.
Weszłam do środka i kupiłam potrzebne leki,ale spotkałam jeszcze Michela,który za wszelką cenę chciał mi uprzykrzyć życie.
-O,tutaj jest mój kotek.-Michel
-Nie mów tak do mnie!-powiedziałam zdenerwowana.
-Ale kotku,dlaczego?-udawał zdziwionego.
-Już nie jesteśmy razem.-powiedziałam,a w moich oczach zaczęły się zbierać łzy.
-Biedna będzie płakać.-powiedział i chciał się do mnie przytulić,ale go odepchnęłam .
-Zostaw mnie!-krzyknęłam na niego.
-A jak tam u rodziców i braciszka?Przeżyli?-zapytał gdy wstał.
-Ale skąd ty to możesz wiedzieć?-włączyłam dyktafon w telefonie tak,żeby nie zauważył.
-Na prawdę myślałaś,że to pijany kierowca?Śmieszne!To byłem ja!Tak,ja Michel zabiłem twoich rodziców i tego bachora!I na twoim miejscu uważała bym na to twoje 1D i tą I.T.P.-powiedział i zaczął się śmiać.
-Jak mogłeś!?-zaczęłam płakać.
-Normalnie,to nie było trudne.
Wyłączyłam dyktafon i wybiegłam ze sklepu.
-Hej,T.I co się stało?-zapytał mnie Louis kiedy rzuciłam mu się w ramiona.
-Chodźmy z tond,błagam.-powiedziałam i pociągnęłam go za rękę.
Ja nie przestawałam płakać,a chłopaki dalej nie wiedzieli o co chodzi.
Zadzwoniłam do I.T.P,żeby się upewnić,że nic jej się nie stanie.
Rozmowa telefoniczna:
-Halo.-powiedziała radosna I.T.P.
-I.T.P gdzie jesteś?-zapytałam z niepokojem.
-Ja jestem w sklepie.Co się stało?Louis Cię rzucił?
-Nie chłopaki nic nie zrobili.Wracaj szybko do domu,za chwilę tam będę,dobrze?
-Dobrze,ale co się stało?
-Nic,po prostu wracaj do domu za 10 minut będę.Pa.
-Pa.
Rozłączyłam się i poszłam w stronę domu mojej przyjaciółki.
-T.I co się stało?-Niall.
-Nie gadaj tylko chodź.-powiedziałam pośpiesznie.
Co chwilę odwracałam się za siebie,aby zobaczyć czy Michel przypadkiem za nami nie idzie.Stało się,zobaczyłam go.Uśmiechał się do mnie.
-O nie.-powiedziałam cicho,ale chłopcy to usłyszeli.
-Kotku,co się stało?-Louis.
Nie odpowiedziałam,patrzyłam cały czas za siebie.Zobaczyłam jak Michel się do nas zbliża,postanowiłam biec.Chłopcy pobiegli za mną.Po 5 minutach biegu byłyśmy pod domem I.T.P.Zadzwoniłam dzwonkiem i spojrzałam za siebie,zobaczyłam Michela z nożem w ręku.Zaczęłam płakać i pośpiesznie dzwonić do domu I.T.P.
-Otwieraj tą bramę szybko.-powiedziałam do przyjaciółki.
Ona wykonała moją prośbę i tak samo szybko,zamknęła bramę i otworzyła drzwi wejściowe.Ja zamknęłam szczelnie wszystkie okna i drzwi.Gdy skończyłam rzuciłam się na I.T.P.
-Kochana co się stało?-zapytała moja przyjaciółka oddając uścisk.
Nie odpowiedziałam,bo usłyszałam dzwonek do drzwi.Oderwałam się od koleżanki i spojrzałam za okno.To był on.I.T.P przyjaciółki już miała otwierać drzwi,ale powiedziałam,żeby tego nie robiła.On za to nie przestawał dzwonić.
-Szlak bateria!-krzyknęłam sama do siebie kiedy chciałam zadzwonić na policję.-I.T.P mogę twój telefon?
-Jasne proszę.-powiedziała i podała mi telefon.
Rozmowa telefoniczna:
-Halo.-usłyszałam męski głos po drugiej stronie w między czasie podłączyłam swój telefon do ładowarki I.T.P ponieważ wejścia pasowały,a ja musiałam mieć dowody na Michela.
-Dzień dobry,nazywam się T.I T.N,proszę o przyjechanie na ulicę ******42/63.
-Dobrze będziemy za 20 minut.
-I jeszcze jedno,można by było cicho,bo inaczej on ucieknie.
-Dobrze.
-Dziękuję do widzenia.
-Do widzenia.
-I.T.P,miałyśmy dzisiaj iść na tą imprezę,tak?-zapytałam by się upewnić.
-Tak,a co?
-Bo my nie możemy wyjść z domu zanim policja nie przyjedzie.-powiedziałam i spuściłam głowę w dół.
-POLICJA!?-krzyknęli wszyscy na raz.
-Tak policja.-powiedziałam cicho.
-To chyba czas żebyś nam powiedziała o co chodzi!-Zayn.
Chciałam powiedzieć co się stało,ale dzwonienie do drzwi ciągle mi przeszkadzało.
-Mam dość!Jak coś to was kochałam.-powiedziała i chciałam odejść,ale Louis mnie złapał.
-Co ty chcesz zrobić!?-zapytali wszyscy razem.
-Puść mnie Louis!-ale on mnie nie puścił.
-Powiedz mi kto tam jest.-powiedział spokojnie.
-I tak go nie znasz,tylko Niall i I.T.P go znają.Puść mnie już!-próbowałam się wyrwać.
-Michel?-zapytał Niall.
-A któż inny chciałby mi zniszczyć życie?-powiedziała mi szybkim ruchem wydostałam się z rąk Louisa.
Zatrzasnęłam drzwi i zobaczyłam Michela uśmiechającego się.
-No w końcu wyszła moja księżniczka!
-Przestań mnie tak nazywać!Zrozum!Nie jesteśmy już razem!Nie wiem po co zabiłeś moją rodzinę,ale nie pozwolę,byś skrzywdził następnych na których mi tak zależy!-krzyknęłam do niego.
Z domu I.T.P wszyscy powychodzili,zobaczyłam ten uśmieszek Michela.Wycelował nożem w Louisa.Rzucił.Sprawnym ruchem ochroniłam go,powodując tym samym,że nóż wylądował w moim nadgarstku.Krew powoli się wylewała,a ja upadłam na ziemię.W tym samym czasie Michel chciał uciekać,usłyszałam jeszcze tylko ''stój policja!''.Straciłam przytomność,zanim jednak to się stało,zobaczyłam jak wszyscy płaczą,I.T.P dzwoniła po pogotowie.Chłopcy za to siedzieli obok mnie i próbowali zatamować ranę,jednak na marne.
***Oczami Louisa***
T.I upadła za ziemię,I.T.P dzwoniła po pomoc,a ja z chłopakami próbowaliśmy zatamować ranę.Po 3 minutach przyjechało pogotowie,zabrali T.I,a policja zabrała Michela.Szybko pojechaliśmy do szpitala w którym znajdowała się T.I.
-Przepraszam co jest z T.I?-zapytałem lekarza wychodzącego z sali.
-Jest pan kimś z rodziny?-odpowiedział pytaniem na pytanie.
-Jestem jej chłopakiem.Mogę się dowiedzieć co się z nią dzieje?
-T.I stracił dużo krwi,ale jest w stanie stabilnym.Musi jeszcze zostać na obserwację.
-A można ja zobaczyć?-zapytałem z nadzieją.
-Tak,oczywiście.
Gdy weszliśmy na salę,T.I spojrzała na nas i rzuciła się nam na szyję.
-Nic wam się nie stało?-zapytała patrząc na każdego po kolei.
-Nam nic,z tobą trochę gorzej.Nigdy bym sobie nie wybaczył jakby coś Ci się stało.-powiedziałem przytulając się do niej.
-A ja nie wybaczyłabym sobie gdyby stało się coś wam i jak trzeba by było powtórzyła bym to jeszcze raz.Nie ważne kto to by był.
-Kocham Cię T.I.-powiedziała I.T.P,gdy T.I ją przytulała.
-Ja Ciebie też I.T.P,wszystkich was kocham.
***2 dni później***
***Oczami T.I***
Wyszłam ze szpitala,na szczęście nic poważnego się nie stało.Siedziałam właśnie w domu (wprowadziłam się do chłopaków jak ktoś nie czytał wcześniejszych),a chłopcy pojechali na próbę czy coś.Michela zamknęli.To jak już wspominałam siedziałam w domu i oglądałam telewizję.Nagle zobaczyłam wywiad z chłopakami.Usłuchała uważnie,gdy nagle stało się coś czego się nie spodziewałam.W telewizji zobaczyłam Louisa całującego się z inną,a chłopcy powiedzieli ''T.I nigdy się o tym nie dowie,zachowamy to w tajemnicy.Ona nie może się dowiedzieć.Kochaliśmy ją,ale wszystko kiedyś mija.''.Tak mnie to zabolało.Zaczęłam płakać.Usłyszałam wesołe śmiechy chłopców i od razu wyłączyłam telewizor.Chłopcy podeszli do mnie i się przywitali,a raczej chcieli.
-Cze...-zaczął Niall.
Jednak zanim skończył ja pobiegłam na górę.Gdy biegłam chłopcy zauważyli,że płaczę.Wyjęłam walizkę i zaczęłam się pakować,jakie to szczęście,że nie sprzedałam poprzedniego domu.
-T.I co się stało?-zapytał Niall.
-Nie będę już wam więcej zatruwać życia!Okej!?Już nigdy mnie nie zobaczycie!Po co ja wam zrobiłam!?Dlaczego tak lubicie mnie ranić!?!?Nienawidzę was!Myślałam,że jesteście inni!Kochałam was!Ale wszystko kiedyś mija.-specjalnie użyłam tych samych słów co oni.
-Widziała wywiad.-powiedział cicho Zayn,ale usłyszałam to.
-Widziałam.-powiedziałam i spojrzałam na Louisa.-Macie jakieś sensowne wyjaśnienie?-spytałam po chwili.
-Kochamy Cię!Błagamy nie wyprowadzaj się.-powiedzieli razem.
-Tak,ja też was kocham,to się nigdy nie zmieni.Tak jak powiedziałam w szpitalu,poświęciła bym za was życie.Zawsze.Ale problem jest w tym,że powiedzieliście coś co mnie strasznie zabolało.Nigdy bym nie pomyślała,że możecie powiedzieć coś takiego.Nigdy.
-Prosimy wybacz nam.-Liam.
-Ale te przeprosiny są szczere,czy chcecie,żebym wam gotowała i sprzątał dom?
-Są najszczersze na świecie!-powiedzieli razem.
-Na pewno?-chciałam się upewnić.
-Obiecujemy.-powiedzieli razem (znów...).
-Dobrze,ale mogę pogadać z Louisem?-zapytałam po czym chłopcy wyszli z pokoju.-dlaczego to zrobiłeś?-zapytałam.
-Bo...bo...ja byłem...byłem zmuszony.-powiedział po czym skierował swój wzrok na podłogę.
-Ale jak to?-nie wiedziałam o co mu chodzi.
-Bo ja i chłopcy zostaliśmy do tego zmuszeni.Menadżer kazał nam to wszystko udawać.Powiedzieli,że jak tego nie zrobimy,zrywają kontrakt.Nie mieliśmy wyboru.Tamta dziewczyna nic dla mnie nie znaczy!Przysięgam.-wierzyłam mu.
-Wierzę Ci Lou.-powiedziałam do chłopaka.
-Ale ja na prawdę by...zaraz co?-zapytał jakby mi nie wierzył.
-Wierzę Ci.Ale dlaczego nie napisałeś,że tak robicie?
-Eee...ALE JA JESTEM GŁUPI!!!-krzykną za chwilę.
-Nie jesteś głupi.-powiedziałam i przytuliłam go.
-Ale nie zerwałaś ze mną?-chłopak chciał się upewnić.
-Nie,ale następnym razem napisz,albo co kolwieg,dobrze?
-Dobrze.-powiedział chłopak i mnie pocałował.
-A teraz nabieżemy chłopaków.-powiedziałam i potarłam dłonie o siebie.
-Jaki jest twój plan?-zapytał i uniósł jedną brew ku górze.
-Zrobimy tak.
Zaczęłam mówić mu cały mój plan.Po piętnastu minutach,wiedział już wszystko.T.I wzięła walizkę i zaczęła płakać,pewnie przypomnieli jej się rodzice.Tak więc wzięła walizkę i z płaczem zaczęła schodzić po schodach.Chłopcy automatycznie do niej podbiegli,stał tam też Lou.
-T.I co się stało?Miałaś zostać.-krzyknęli razem zdziwieni chłopcy.
-Miałam.Nie wiem jak mogliście mnie tak oszukać!Myślałam,że mnie na prawdę kochacie,ale naiwna ja zawsze muszę być zraniona.-powiedziałam,a potem spojrzałam na chłopców,którzy wyglądali na zdziwionych.
-Ale co się stało?-zapytał Niall.
-Jeszcze się pytasz!?Niech twój przyjaciel Ci powie!-powiedziałam i spojrzałam na Louisa.
Chłopcy w automatycznym czasie spojrzeli na mojego chłopaka.
-Bo...bo...-zacinał się,ale to było w planie-bo to był żart!-krzykną,a ja z Lou wybuchnęliśmy śmiechem.
-Czyli T.I zostaje?-zapytał dla pewności Harry.
-Nie,ja się serio wyprowadzam.-powiedziałam i wzruszyłam ramionami.
Lou wiedział,że to nie prawda,więc się nie obawiał.Zostali razem długo i szczęśliwie.
***5 lat później***
Od 3 dni nazywam się T.I Tomlinson,jestem szczęśliwa z moim MĘŻEM.Wspomniałam już,że mamy dzieci?Nie?Skoro tak,to mamy dwoje dzieci,dziewczynkę I.T.C i chłopca I.T.S.Chłopcy nam bardzo pomagają,a my gdy tylko możemy odwdzięczamy się im.Kocham naszą szaloną i szczęśliwą rodzinę.Oddałabym za nich życie...
-----------------------------------------------------------
Mam nadzieję,że się podobało.
Dodam dziś jeszcze jednego o Lou,ponieważ są jego urodziny ♥
Wesołych Świąt.
-----------------------------------------------------------
LAMA
-----------------------------------------------------------
Gdy już wstałem,poszedłem zobaczyć czy chłopaki też już wstali.Właśnie wychodzili ze swoich pokoi.Zeszliśmy na dół i przeczytaliśmy karteczkę od T.I,byliśmy lekko zdenerwowani.Próbowałem się do niej dodzwonić,ale T.I cały czas odrzucała połączenia.Postanowiliśmy jej poszukać.Wyszykowaliśmy się i wyszliśmy z domu.
-Jak myślicie,gdzie może być?-Zayn.
-Może na zakupach,wiecie dziewczyny,najczęściej gdy wychodzą to albo idą do koleżanek,żeby im się wyżalić,albo na zakupy.Idą też do chłopaka albo przyjaciela,ale my jesteśmy tu.-powiedziałem a chłopcy przyznali mi rację.
-Tylko do jakiego sklepu ona poszła?-Niall
-Właśnie w Londynie jest przecież z milion sklepów!-Harry
-Może spróbuję do niej zadzwonić?-zapytałem.
-Lepsze to niż nic.-Liam
T.I odebrała za trzecim razem.
Rozmowa telefoniczna:
-Halo.-usłyszałem głos T.I.
-T.I gdzie ty jesteś!?-zapytałem zdenerwowany.
-Nie powiem Ci,zostawiłam karteczkę,że będę późno.-powiedziała spokojnie.
-Mów gdzie jesteś.-powiedziałem trochę spokojniej.
-Nie powiem Ci,jak będziesz taki zdenerwowany.
-A ty byś się nie denerwowała!?-Niall wyrwał mi telefon,żebym się bardziej nie zdenerwował.
-Halo?-Niall
-O Niall,tylko na mnie nie krzycz.
-Dobrze,a ty mi powiesz gdzie jesteś?
-Ale Louis nie będzie na mnie krzyczał?-zapytała jakby z niepokojem.
-Nie,nie będzie.
-Na pewno?
-Obiecuję.
-Ale jak będzie,to ja uciekam.Obiecuję Ci to!
-Dobrze to powiedz gdzie jesteś.
-Spotkamy się w parku,będę czekać przy fontannie.Dobrze?
-Będziemy za 10 minut.
Rozłączył się i powiedział,że mamy się spotkać pod fontanną.
-A i Louis nie możesz się denerwować.-dopowiedział Niall.
Gdy już doszliśmy na miejsce,zobaczyliśmy T.I która wpatruję się w telefon.Miała w ręce kilka siatek,około ośmiu.T.I wyglądała pięknie.
-Na początek poszłam do sklepu,później poszłam zjeść śniadanie,później na kawę,trochę później poszłam odwiedzić I.T.P,później znów poszłam do sklepu,później zadzwonił Louis,później rozmawiałam z Niallem,później przyszłam tu,później pisałam smsy z I.T.P i na koniec przyszliście wy i teraz z wami rozmawiam.No i tak to sobie było.-powiedziała i się uśmiechnęła.
-Ale za czyje to pieniądze?Nie to,że nie możesz brać moich,ale tak się chciałem zapytać...-śmiech T.I mi przerwał.
-Oczywiście,że za moje.Nie wzięłabym od Ciebie pieniędzy.-powiedziała cały czas się śmiejąc.
-Możesz brać,ale chciałem się tylko zapytać.-zacząłem się tłumaczyć.
-Idę jeszcze do dwóch sklepów idziecie ze mną czy idziecie do domu?-zapytała T.I
-Ja idę,a wy?-Zayn i Niall powiedzieli w tym samym czasie po czym wybuchnęli śmiechem.
-Ja też.-powiedział Louis,Liam i Harry i znów wybuchnęli śmiechem.
-To na początek idziemy tam!-powiedziała i wskazała na jeden ze sklepów.
Gdy weszliśmy do sklepu pierwsze co rzuciło w oczy to były bikini.
-Jednak dobrze,że przyszliśmy.-powiedział z uśmiechem Zayn.
-Dobra,muszę sobie znaleźć nowy strój.
Po 15 minutach T.I podeszła do nas z dwu częściowym strojem.
-Ładny?-zapytała patrząc na każdego po kolei.
-Idź przymierz.-Niall.
Kiedy wyszła wszystkim opadła szczęka z wrażenia.
-Nie podoba się?-powiedziała ze smutkiem.
-Wyglądasz świetnie.-powiedziałem po chwili.
-Czyli kupować?
-Pewnie że tak!-powiedzieliśmy razem na co T.I się uśmiechnęła i zasłoniła zasłonę,aby przebrać się w normalny strój.
-Ile to kosztuje?-zapytałem T.I kiedy wyszła z przymierzalni.
-100.50,a co?-zapytała i spojrzała na mnie.
-To ja zapłacę.-chciałem wziąć od niej zakupy,ale ona tylko wyciągnęła portfel i uśmiechnęła się.
-Ja płacę za siebie.-powiedziała i położyła pieniądze na ladzie.
-Ale w następnym sklepie ja płacę.
-Zobaczymy.-powiedziała i się do mnie uśmiechnęła.
T.I zatrzymała się przed sklepem i zwróciła się do nas.
-Możecie tutaj zostać?
-Jasne,zaczekamy.-powiedzieliśmy wszyscy razem.
T.I weszła da środka i nie było jej jakieś 5 minut.
***Oczami T.I***
-Jasne,zaczekamy.-powiedzieli wszyscy razem.
Weszłam do środka i kupiłam potrzebne leki,ale spotkałam jeszcze Michela,który za wszelką cenę chciał mi uprzykrzyć życie.
-O,tutaj jest mój kotek.-Michel
-Nie mów tak do mnie!-powiedziałam zdenerwowana.
-Ale kotku,dlaczego?-udawał zdziwionego.
-Już nie jesteśmy razem.-powiedziałam,a w moich oczach zaczęły się zbierać łzy.
-Biedna będzie płakać.-powiedział i chciał się do mnie przytulić,ale go odepchnęłam .
-Zostaw mnie!-krzyknęłam na niego.
-A jak tam u rodziców i braciszka?Przeżyli?-zapytał gdy wstał.
-Ale skąd ty to możesz wiedzieć?-włączyłam dyktafon w telefonie tak,żeby nie zauważył.
-Na prawdę myślałaś,że to pijany kierowca?Śmieszne!To byłem ja!Tak,ja Michel zabiłem twoich rodziców i tego bachora!I na twoim miejscu uważała bym na to twoje 1D i tą I.T.P.-powiedział i zaczął się śmiać.
-Jak mogłeś!?-zaczęłam płakać.
-Normalnie,to nie było trudne.
Wyłączyłam dyktafon i wybiegłam ze sklepu.
-Hej,T.I co się stało?-zapytał mnie Louis kiedy rzuciłam mu się w ramiona.
-Chodźmy z tond,błagam.-powiedziałam i pociągnęłam go za rękę.
Ja nie przestawałam płakać,a chłopaki dalej nie wiedzieli o co chodzi.
Zadzwoniłam do I.T.P,żeby się upewnić,że nic jej się nie stanie.
Rozmowa telefoniczna:
-Halo.-powiedziała radosna I.T.P.
-I.T.P gdzie jesteś?-zapytałam z niepokojem.
-Ja jestem w sklepie.Co się stało?Louis Cię rzucił?
-Nie chłopaki nic nie zrobili.Wracaj szybko do domu,za chwilę tam będę,dobrze?
-Dobrze,ale co się stało?
-Nic,po prostu wracaj do domu za 10 minut będę.Pa.
-Pa.
Rozłączyłam się i poszłam w stronę domu mojej przyjaciółki.
-T.I co się stało?-Niall.
-Nie gadaj tylko chodź.-powiedziałam pośpiesznie.
Co chwilę odwracałam się za siebie,aby zobaczyć czy Michel przypadkiem za nami nie idzie.Stało się,zobaczyłam go.Uśmiechał się do mnie.
-O nie.-powiedziałam cicho,ale chłopcy to usłyszeli.
-Kotku,co się stało?-Louis.
Nie odpowiedziałam,patrzyłam cały czas za siebie.Zobaczyłam jak Michel się do nas zbliża,postanowiłam biec.Chłopcy pobiegli za mną.Po 5 minutach biegu byłyśmy pod domem I.T.P.Zadzwoniłam dzwonkiem i spojrzałam za siebie,zobaczyłam Michela z nożem w ręku.Zaczęłam płakać i pośpiesznie dzwonić do domu I.T.P.
-Otwieraj tą bramę szybko.-powiedziałam do przyjaciółki.
Ona wykonała moją prośbę i tak samo szybko,zamknęła bramę i otworzyła drzwi wejściowe.Ja zamknęłam szczelnie wszystkie okna i drzwi.Gdy skończyłam rzuciłam się na I.T.P.
-Kochana co się stało?-zapytała moja przyjaciółka oddając uścisk.
Nie odpowiedziałam,bo usłyszałam dzwonek do drzwi.Oderwałam się od koleżanki i spojrzałam za okno.To był on.I.T.P przyjaciółki już miała otwierać drzwi,ale powiedziałam,żeby tego nie robiła.On za to nie przestawał dzwonić.
-Szlak bateria!-krzyknęłam sama do siebie kiedy chciałam zadzwonić na policję.-I.T.P mogę twój telefon?
-Jasne proszę.-powiedziała i podała mi telefon.
Rozmowa telefoniczna:
-Halo.-usłyszałam męski głos po drugiej stronie w między czasie podłączyłam swój telefon do ładowarki I.T.P ponieważ wejścia pasowały,a ja musiałam mieć dowody na Michela.
-Dzień dobry,nazywam się T.I T.N,proszę o przyjechanie na ulicę ******42/63.
-Dobrze będziemy za 20 minut.
-I jeszcze jedno,można by było cicho,bo inaczej on ucieknie.
-Dobrze.
-Dziękuję do widzenia.
-Do widzenia.
-I.T.P,miałyśmy dzisiaj iść na tą imprezę,tak?-zapytałam by się upewnić.
-Tak,a co?
-Bo my nie możemy wyjść z domu zanim policja nie przyjedzie.-powiedziałam i spuściłam głowę w dół.
-POLICJA!?-krzyknęli wszyscy na raz.
-Tak policja.-powiedziałam cicho.
-To chyba czas żebyś nam powiedziała o co chodzi!-Zayn.
Chciałam powiedzieć co się stało,ale dzwonienie do drzwi ciągle mi przeszkadzało.
-Mam dość!Jak coś to was kochałam.-powiedziała i chciałam odejść,ale Louis mnie złapał.
-Co ty chcesz zrobić!?-zapytali wszyscy razem.
-Puść mnie Louis!-ale on mnie nie puścił.
-Powiedz mi kto tam jest.-powiedział spokojnie.
-I tak go nie znasz,tylko Niall i I.T.P go znają.Puść mnie już!-próbowałam się wyrwać.
-Michel?-zapytał Niall.
-A któż inny chciałby mi zniszczyć życie?-powiedziała mi szybkim ruchem wydostałam się z rąk Louisa.
Zatrzasnęłam drzwi i zobaczyłam Michela uśmiechającego się.
-No w końcu wyszła moja księżniczka!
-Przestań mnie tak nazywać!Zrozum!Nie jesteśmy już razem!Nie wiem po co zabiłeś moją rodzinę,ale nie pozwolę,byś skrzywdził następnych na których mi tak zależy!-krzyknęłam do niego.
Z domu I.T.P wszyscy powychodzili,zobaczyłam ten uśmieszek Michela.Wycelował nożem w Louisa.Rzucił.Sprawnym ruchem ochroniłam go,powodując tym samym,że nóż wylądował w moim nadgarstku.Krew powoli się wylewała,a ja upadłam na ziemię.W tym samym czasie Michel chciał uciekać,usłyszałam jeszcze tylko ''stój policja!''.Straciłam przytomność,zanim jednak to się stało,zobaczyłam jak wszyscy płaczą,I.T.P dzwoniła po pogotowie.Chłopcy za to siedzieli obok mnie i próbowali zatamować ranę,jednak na marne.
***Oczami Louisa***
T.I upadła za ziemię,I.T.P dzwoniła po pomoc,a ja z chłopakami próbowaliśmy zatamować ranę.Po 3 minutach przyjechało pogotowie,zabrali T.I,a policja zabrała Michela.Szybko pojechaliśmy do szpitala w którym znajdowała się T.I.
-Przepraszam co jest z T.I?-zapytałem lekarza wychodzącego z sali.
-Jest pan kimś z rodziny?-odpowiedział pytaniem na pytanie.
-Jestem jej chłopakiem.Mogę się dowiedzieć co się z nią dzieje?
-T.I stracił dużo krwi,ale jest w stanie stabilnym.Musi jeszcze zostać na obserwację.
-A można ja zobaczyć?-zapytałem z nadzieją.
-Tak,oczywiście.
Gdy weszliśmy na salę,T.I spojrzała na nas i rzuciła się nam na szyję.
-Nic wam się nie stało?-zapytała patrząc na każdego po kolei.
-Nam nic,z tobą trochę gorzej.Nigdy bym sobie nie wybaczył jakby coś Ci się stało.-powiedziałem przytulając się do niej.
-A ja nie wybaczyłabym sobie gdyby stało się coś wam i jak trzeba by było powtórzyła bym to jeszcze raz.Nie ważne kto to by był.
-Kocham Cię T.I.-powiedziała I.T.P,gdy T.I ją przytulała.
-Ja Ciebie też I.T.P,wszystkich was kocham.
***2 dni później***
***Oczami T.I***
Wyszłam ze szpitala,na szczęście nic poważnego się nie stało.Siedziałam właśnie w domu (wprowadziłam się do chłopaków jak ktoś nie czytał wcześniejszych),a chłopcy pojechali na próbę czy coś.Michela zamknęli.To jak już wspominałam siedziałam w domu i oglądałam telewizję.Nagle zobaczyłam wywiad z chłopakami.Usłuchała uważnie,gdy nagle stało się coś czego się nie spodziewałam.W telewizji zobaczyłam Louisa całującego się z inną,a chłopcy powiedzieli ''T.I nigdy się o tym nie dowie,zachowamy to w tajemnicy.Ona nie może się dowiedzieć.Kochaliśmy ją,ale wszystko kiedyś mija.''.Tak mnie to zabolało.Zaczęłam płakać.Usłyszałam wesołe śmiechy chłopców i od razu wyłączyłam telewizor.Chłopcy podeszli do mnie i się przywitali,a raczej chcieli.
-Cze...-zaczął Niall.
Jednak zanim skończył ja pobiegłam na górę.Gdy biegłam chłopcy zauważyli,że płaczę.Wyjęłam walizkę i zaczęłam się pakować,jakie to szczęście,że nie sprzedałam poprzedniego domu.
-T.I co się stało?-zapytał Niall.
-Nie będę już wam więcej zatruwać życia!Okej!?Już nigdy mnie nie zobaczycie!Po co ja wam zrobiłam!?Dlaczego tak lubicie mnie ranić!?!?Nienawidzę was!Myślałam,że jesteście inni!Kochałam was!Ale wszystko kiedyś mija.-specjalnie użyłam tych samych słów co oni.
-Widziała wywiad.-powiedział cicho Zayn,ale usłyszałam to.
-Widziałam.-powiedziałam i spojrzałam na Louisa.-Macie jakieś sensowne wyjaśnienie?-spytałam po chwili.
-Kochamy Cię!Błagamy nie wyprowadzaj się.-powiedzieli razem.
-Tak,ja też was kocham,to się nigdy nie zmieni.Tak jak powiedziałam w szpitalu,poświęciła bym za was życie.Zawsze.Ale problem jest w tym,że powiedzieliście coś co mnie strasznie zabolało.Nigdy bym nie pomyślała,że możecie powiedzieć coś takiego.Nigdy.
-Prosimy wybacz nam.-Liam.
-Ale te przeprosiny są szczere,czy chcecie,żebym wam gotowała i sprzątał dom?
-Są najszczersze na świecie!-powiedzieli razem.
-Na pewno?-chciałam się upewnić.
-Obiecujemy.-powiedzieli razem (znów...).
-Dobrze,ale mogę pogadać z Louisem?-zapytałam po czym chłopcy wyszli z pokoju.-dlaczego to zrobiłeś?-zapytałam.
-Bo...bo...ja byłem...byłem zmuszony.-powiedział po czym skierował swój wzrok na podłogę.
-Ale jak to?-nie wiedziałam o co mu chodzi.
-Bo ja i chłopcy zostaliśmy do tego zmuszeni.Menadżer kazał nam to wszystko udawać.Powiedzieli,że jak tego nie zrobimy,zrywają kontrakt.Nie mieliśmy wyboru.Tamta dziewczyna nic dla mnie nie znaczy!Przysięgam.-wierzyłam mu.
-Wierzę Ci Lou.-powiedziałam do chłopaka.
-Ale ja na prawdę by...zaraz co?-zapytał jakby mi nie wierzył.
-Wierzę Ci.Ale dlaczego nie napisałeś,że tak robicie?
-Eee...ALE JA JESTEM GŁUPI!!!-krzykną za chwilę.
-Nie jesteś głupi.-powiedziałam i przytuliłam go.
-Ale nie zerwałaś ze mną?-chłopak chciał się upewnić.
-Nie,ale następnym razem napisz,albo co kolwieg,dobrze?
-Dobrze.-powiedział chłopak i mnie pocałował.
-A teraz nabieżemy chłopaków.-powiedziałam i potarłam dłonie o siebie.
-Jaki jest twój plan?-zapytał i uniósł jedną brew ku górze.
-Zrobimy tak.
Zaczęłam mówić mu cały mój plan.Po piętnastu minutach,wiedział już wszystko.T.I wzięła walizkę i zaczęła płakać,pewnie przypomnieli jej się rodzice.Tak więc wzięła walizkę i z płaczem zaczęła schodzić po schodach.Chłopcy automatycznie do niej podbiegli,stał tam też Lou.
-T.I co się stało?Miałaś zostać.-krzyknęli razem zdziwieni chłopcy.
-Miałam.Nie wiem jak mogliście mnie tak oszukać!Myślałam,że mnie na prawdę kochacie,ale naiwna ja zawsze muszę być zraniona.-powiedziałam,a potem spojrzałam na chłopców,którzy wyglądali na zdziwionych.
-Ale co się stało?-zapytał Niall.
-Jeszcze się pytasz!?Niech twój przyjaciel Ci powie!-powiedziałam i spojrzałam na Louisa.
Chłopcy w automatycznym czasie spojrzeli na mojego chłopaka.
-Bo...bo...-zacinał się,ale to było w planie-bo to był żart!-krzykną,a ja z Lou wybuchnęliśmy śmiechem.
-Czyli T.I zostaje?-zapytał dla pewności Harry.
-Nie,ja się serio wyprowadzam.-powiedziałam i wzruszyłam ramionami.
Lou wiedział,że to nie prawda,więc się nie obawiał.Zostali razem długo i szczęśliwie.
***5 lat później***
Od 3 dni nazywam się T.I Tomlinson,jestem szczęśliwa z moim MĘŻEM.Wspomniałam już,że mamy dzieci?Nie?Skoro tak,to mamy dwoje dzieci,dziewczynkę I.T.C i chłopca I.T.S.Chłopcy nam bardzo pomagają,a my gdy tylko możemy odwdzięczamy się im.Kocham naszą szaloną i szczęśliwą rodzinę.Oddałabym za nich życie...
-----------------------------------------------------------
Mam nadzieję,że się podobało.
Dodam dziś jeszcze jednego o Lou,ponieważ są jego urodziny ♥
Wesołych Świąt.
-----------------------------------------------------------
LAMA
-----------------------------------------------------------

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz