-----------------------------------------------------------
Mam 19 lat,mieszkam w Londynie i kocham lody czekoladowe♥
-Nie!W życiu się na to nie zgodzę!-moja najlepsza przyjaciółka I.T.P,chciała żebym poszła z nią na koncert jej ulubionego zespołu.
-T.I to tylko koncert,proszę.No proszę Cię,T.I zgódź się,prooooooszę
-DOBRZE!!!-wykrzyknęłam w końcu i zamknęłam się w swoim pokoju.
***2 tygodnie później***
Chciałam,żeby ten dzień nigdy nie nadszedł,ale zgodziłam się,niestety musiałam iść.W dodatku w ostatniej chwili dowiedziałam się,że mama I.T.P kupiła nam bilety z wejście do chłopaków po koncercie-,-
-Aaaaaa....to już dzisiaj!!!-moja "genialna" przyjaciółka biegała po całym domu i wrzeszczała.
*** Godzinę później***
-Idziesz czy nie!?-wrzeszczałam do I.T.P,na która czekałam już jakieś 10 minut pod drzwiami.
-Już,już!
W końcu wyszłyśmy z domu,w kolejce do odebrania biletów czekałyśmy około 5 minut.
***Po koncercie***
Weszłyśmy ostatnie do chłopaków.I.T.P rozmawiała chyba z Liamem,gdy ja usłyszałam dzwonek mojego telefonu.
-Zaraz wracam-powiedziałam do I.T.P,ale chłopki też to usłyszeli.
-Halo-powiedziałam gdy już miałam telefon przy uchu.
-Dzień Dobry,czy rozmawiam z panią T.I T.N?
-Tak to ja,o co chodzi?
-Z tej strony Marek Korzuchowski,jestem policjantem i niestety muszę panią poinformować,że pani mama nie żyje.
-To muszą być żarty prawda!?-w tym momencie wybuchłam płaczem.
-Niestety nie,ktoś podpalił pani dom,a pani mamie nie udało się przeżyć.
-Nie rozumiem pana spokoju,przekazuje pan takie informacje,a zachowuje się jakby nic się nie stało!-wykrzyczałam do słuchawki.
-Rozumiem panią,ale...-przerwałam mu.
-Nie ma ale do nie usłyszenia!-w tej chwili zakończyłam rozmowę.
Gdy wróciłam do pomieszczenia wszyscy patrzyli na mnie z troską,gdyż widzieli jak bardzo płaczę.
-Co się stało?-zapytali wszyscy jednocześnie.
-Powiem Ci w dom...-w tym momencie się zatrzymałam i zaczęłam mocniej płakać.
-Więc co się stało?-Liam
-Nic...-przerwał mi Louis.
-Przecież widzimy,że coś jest nie tak,proszę,powiedz o co chodzi.
-Może i coś się stało,ale co was to obchodzi?-zapytałam przytulając się do wielkiego misia,który leżał na kanapie i bardziej płacząc.
-Bo nie możemy patrzeć na Ciebie w takim stanie.-znów odezwał się Louis.
-Dobrze,powiem wam.Ktoś podpalił nasz dom...-I.T.P mi przerwała.
-I czego tak płaczesz mama kupi wam drugi,ma dużo pieniędzy.-mówiła z uśmiechem na twarzy.
-I właśnie tu jest problem...mama...-jąkałam się-nie przeżyła.-i jeszcze bardziej zaczęłam płakać,poczułam jak Louis mnie przytula.
-To nie możliwe-powiedziała I.T.P
-Już nigdy jej nie zobaczę,nigdy w swoim życiu.-powiedziałam i bardziej wtuliłam się w chłopaka.
I.T.P wiedziała jak mi pomóc.
-T.I daj mi swój telefon,a ty Niall mógłbyś dać mi jakieś słuchawki,tylko takie które mają bardzo dobrą głośność,proszę.-ja dałam I.T.P swój telefon,a Niall słuchawki.
-Proszę-powiedziała moja przyjaciółka i podała mi telefon ze słuchawkami,dobrze wiedziała czego słucham kiedy jest mi smutno i co mi pomaga.Włączyła mi to.Chłopaki wiedzieli co to za piosenka,bo była ich,czasem słuchałam ich piosenek,a ponieważ słuchawki były naprawdę głośne,dobrze słyszeli cały tekst.Powoli zagłębiałam się w muzyce,dzięki czemu przestawałam płakać.Louis mi pomagał,powoli bujał mną na boki cały czas mnie przytulając.Przestałam płakać,ale cały czas słuchałam muzyki.
-Koniec cza...-Paul był zdziwiony kiedy zobaczył mnie zapłakaną ze słuchawkami Nialla w uszach i Louisa który mnie przytulał.Liam podszedł do niego i o coś się zapytał,ale nie usłyszałam czego.Właśnie oddawałam Niallowi słuchawki,kiedy moja kochana przyjaciółka(to już nie sarkazm)przytulała się do każdego i żegnała się,ja powiedziałam tylko ciche 'pa' i już miałam odejść kiedy usłyszałam swoje imię.
-Tak?
-Możesz zostać u nas,oczywiście jeśli chcesz .-powiedział Liam
-Ja na prawdę bardzo bym chciała,ale...-przerwali mi wszyscy razem
-Jeśli byś chciała,to zostajesz.-powiedzieli z uśmiechem na twarzy.
-Ale czy ja nie będę wam przeszkadzać?-zapytałam z lekkim nie pokojem
-Dobrze,T.I chętnie z wami zamieszka tylko pójdziemy po jej rzeczy,do mnie-I.T.P odpowiedziała za mnie.
-Tylko może za jakiś miesiąc?-zapytałam,wiem to może trochę dziwne,ale miałam nocować u I.T.P.
-Dlaczego?-zapytali chłopcy,widać było,że jest im smutno,bo nie chcę się do nich od razu wprowadzić.
-Bo miałam przez miesiąc nocować u I.T.P.-byli jeszcze bardziej smutni
-Ale nie będziesz nocować,za chwilę przyjdziemy pod scenę zaczekacie na nas?
-Jasne.-od razu humor się im polepszył.
***Kilka minut później***
-Dlaczego to zrobiłaś?-zapytałam przyjaciółki,gdy byłyśmy już przy jej domu.
-A widziałaś jak było im smutno?-nie odpowiedziałam resztę drogi szłyśmy w ciszy.Gdy doszłyśmy na miejsce,chłopaki dosłownie się na nas rzucili.
-Nareszcie jesteście!-wykrzyknęli razem
-To ile nas nie było 10 minut?
-Raczej 30!-Byłyśmy lekko zdziwione ale nie tym,że nie było nas tak długo.
-Wy zawsze mówicie wszystko razem!?-teraz my zaczęłyśmy mówić w tym samym czasie.
-Nie,tylko czasem.-powiedział Zayn
Pożegnałam się z I.T.P
-Będę tęsknić,wiesz?
-Ja bardziej!
-Nie bo ja!
-Ok,obie będziemy tęsknić tak samo.-drugie zdanie powiedziała mi na ucho-Jak już dojedziesz to napisz mi sms na jakiej to ulicy,to przyjadę,ok?
-Dobrze.-powiedziałam na głos i zaczęłyśmy się śmiać.
Nie mogłyśmy przestać,a chłopaki nie wiedzieli o co nam chodzi,dlatego to było takie zabawne.
Pod koniec I.T.P powiedziała 'nasz' tekst z którego się zawsze śmiejemy:
Jak to mawia ciasteczkowy potwór:
Jak Ci źle to zjedz ciasteczko
=D
Znów zaczęłam się śmiać,a chłopaki znów nie wiedzieli o co chodzi,bo I.T.P,znów powiedziała mi to na ucho.Ponownie się żegnałyśmy tak jakbyśmy miały się już w życiu nie zobaczyć.
-Długo jeszcze?-zapytał się w końcu Louis.
-Tak!-wykrzyknęłyśmy razem.
-Będę za Tobą tęsknić!
-Ja bardziej!-Nie bo ja!
-Znów się zaczyna,obie będziecie za sobą tęsknić tak samo mocno!-odezwał się Zayn
Pocałowałyśmy się w policzek na pożegnanie,a Paul wziął moją walizkę.Machałyśmy jeszcze do siebie,puki nie straciłyśmy się z pola widzenia.
***Oczami Louisa***
-Jesteście do siebie bardzo przywiązane,prawda?
-Znamy się od 14 lat-T.I nadal patrzyła w okno,tak jakby miała nadzieję,że jeszcze ją zobaczy.
Nikt nic nie powiedział,póki T.I nie zadała pytania,które bardzo nas wszystkich zdziwiło.
-Macie może lody czekoladowe?
-Tak,a co?
-Jem lody gdy mi smutno.-powiedziała szybko i w jej oczach znów pojawiły się łzy,ale mi też byłoby smutno,gdyby moja mama umarła,a ja miałbym tylko ubrania,telefon i słuchawki.
Gdy powiedziała to zdanie przytuliłem się do niej,a ona wtuliła się we mnie.
Szliśmy chwilę,aż T.I usłyszała dzwonek swojego telefonu.
-Słucham.-powiedziała lekko zapłakana
-Tak.
-Myślę,że będę za 20 minut.-wszyscy spojrzeliśmy na nią gdyż nie wiedzieliśmy o co chodzi
-Tak,będę.-powiedziała już płacząc
-Dziękuję do widzenia.-powiedziała i rozłączyła się.
Nie wiedzieliśmy o co chodzi,ale T.I się nie zatrzymywała,szła z opuszczoną głową cicho płacząc.
-T.I o co chodzi?-zapytałem,bo już nie mogłem wytrzymać
-O nic,to gdzie ten wasz dom?-powiedziała i lekko się uśmiechnęła.
-Tam.-powiedziałem i wskazałem na wielki dwu piętrowy dom.
Gdy weszliśmy do ogrodu,T.I wyraźnie się czymś martwiła.
-Co się stało?-zapytałem
-Nic,możesz mnie gdzieś zawieść?
Kiwnąłem głową na znak,że tak i powiedziałem chłopakom,że jadę zawieść gdzieś T.I.Dziewczyna pokazywała mi po kolei drogę,aż dojechaliśmy do wielkiego szpitala.Wiedziałem,że tutaj musi być mama T.I widziałem w jej oczach łzy.Mocno ją przytuliłem i razem weszliśmy do środka.
Bardzo mnie bolało,kiedy widziałem jak T.I płacze.Zobaczyłem mamę T.I,była na prawdę piękną kobietą.Chwile później byliśmy na komisariacie policji,T.I musiała odpowiedzieć na kilka pytań,zajęło to może z 10 minut.T.I nie mogła przestać płakać,było to dla mnie straszne.Gdy wróciliśmy do domu,T.I dalej płakała,od razu kiedy zdjęła buty i kurtkę,pobiegła do łazienki,dalej płakała.
-T.I wszystko dobrze?-pytaliśmy na zmianę,bardzo się o nią martwiliśmy
Nagle stało się coś czego nikt się nie spodziewał,T.I wyszła z łazienki,nałożyła buty wzięła kurtkę z telefonem i po prostu wyszła.
-Gdzie ona poszła!?-zadawaliśmy sobie to pytanie,nie spaliśmy martwiliśmy się.
***00:01***
T.I nadal nie ma,nie wiemy gdzie może być.Nagle usłyszeliśmy jak ktoś wchodzi do domu,ale stara się to robić jak najciszej może.Wiedzieliśmy,że to T.I,było słychać jej cichy płacz.
-O co Ci chodzi!?My Ci dajemy dom,a ty...-Zayn nie wytrzymał,lecz przestał,kiedy zobaczył w jakim jest stanie-o mój boże T.I co Ci się stało?-Zapytał tym razem z troską w głosie.
Była cała poobijana,wszystko ją bolało,ale starała się tego nie okazywać.
-Nic,gdzie mam spać?
-Nie pójdziemy spać puki nie powiesz nam co się stało.
-Proszę jestem zmęczona,jutro porozmawiamy.-próbowała zdjąć buta,ale za bardzo ją to bolało.
-Może Ci pomóc?-zaproponowałem.
-Dam radę.-zdjęła buty,a łzy aż cisnęły jej się do oczu.
-Nie próbuj być silna,gdy chcesz płakać.-nie odpowiedziała,zamiast tego zapytała o leki przeciw bólowe.
-Są w kuchni,przynieść Ci?-Niall
Jednak nie zdążył zemdlała,nikt nie wiedział co się dzieje,nikt nie wiedział dlaczego była taka obolała,ani dlaczego zemdlała.
***Oczami T.I***
Gdy się obudziłam obok mnie siedzieli przestraszeni chłopcy.
-T.I,BOŻE,NIC CI NIE JEST???!!!-wykrzyknęli razem.
-Bywało lepiej.-powiedziałam cicho.
Próbowałam wstać,lecz chłopaki mi nie pozwolili.Napisałam do I.T.P sms.
I.T.P przyjeżdżaj szybko,nie ma czasu!!!
Ulica *******8
Szybko
T.I ♥
Jakieś 5 minut później do pokoju wleciała I.T.P.
-Boże kochany,znowu on?
-Niestety.
-O CO CHODZI!!!-spytali zdezorientowani chłopcy.
-Nie ma czasu,Niall przenieś szybko wody!-Niall posłusznie pobiegł po wodę,a I.T.P wyjęła z torebki strzykawkę z igłą i lekiem,zawsze je miała gdy do mnie przychodziła.Przyszedł Niall z wodą,I.T.P wlała do szklanki leki,a następnie cała zawartość znalazła się w strzykawce.
-Tylko błagam,delikatnie.-powiedziałam.
-Postaram się.
***Oczami Louisa***
Widząc strach T.I w oczach,przytuliłem ją do siebie.A I.T.P wbiła igłę w jej rękę.Biedna T.I,aż syknęła z bólu,słysząc to mocniej ją przytuliłem.T.I kazała nam iść spać,byliśmy bardzo zmęczeni,ale z niechęcią odeszliśmy od dziewczyny.
***8:07***
Obudziłem się około 8:05.Od razu obudziłem chłopaków i pobiegliśmy do pokoju T.I.Już z daleka było słychać śmiechy dziewczyn.Gdy weszliśmy byliśmy bardzo,bardzo zdziwieni.
-MIAŁO BYĆ DELIKATNIE!!!JAK MOGŁAŚ!!!ZARAZ DOSTANIESZ!!!-zobaczyliśmy T.I,która uderza w swoją przyjaciółkę poduszką.Śmiały się jak nigdy wcześniej.Ale kiedy nas zobaczyły usiadły na łóżku i udawały,że nic nie robiły.
-Jak się czujesz?-spytałem z troską
-Doskonale-odpowiedziała przyjaciółka T.I,obie wybuchły śmiechem.
-On mówił do mnie głupku!-powiedział i ponownie walnęła I.T.P poduszką w głowę.
-Doskonale-powiedziała tym razem T.I
-To mówiłam,że doskonale!
-Ale ja to mówię lepiej!
Dziewczyny cały czas się śmiały,a my nie wiedzieliśmy o co chodzi,ale w końcu coś we mnie pękło.
-A o co chodziło wczoraj z tym,tym 'on'?
Dziewczyny jak na zawołanie przestały się śmiać i spoważniały.T.I nadal miała siniaki,ale na szczęście już ją tak nie bolało.Było widać,że nie chcą o tym rozmawiać.Milczały.Nic nie mówiły,patrzyły tylko na siebie,jakby z niepokojem.
-Halo?-powiedział Niall
-Eeeee... idziemy na śniadanie?-zapytała nagle T.I
-Ja tak,a wy nie jesteście głodni?
Właśnie chciały wychodzić z pokoju,ale ja i chłopcy zagrodziliśmy im drogę.
-Dajcie nam zjeść śniadanie!-powiedziały razem
-A przy śniadaniu nam wszystko powiecie?
-Tak...
Zrobiliśmy im przejście i po chwili na stole leżało śniadanie zrobione przez T.I i I.T.P.
-To jak?-zapytał Harry
-Ale z czym?-dziewczyny udawały,że nie wiedzą o co chodzi.
-Dziewczyny,obiecałyście.-powiedziałem
-Dobrze powiem wam,kiedyś mój kolega,mój bardzo dobry,można powiedzieć,że najlepszy przyjaciel,powiedział mi,powiedział mi-w jej oczach zebrały się łzy-,że mnie kocha.Jednak ja nie mogłam,ale on nalegał,nie dawał mi spokoju.Postanowiłam zerwać z nim kontakt,lecz on cały czas się do mnie dobijał.Pewnego dnia powiedział mi,że albo ja zostanę z nim albo moja mama nie zostanie tu-teraz już płakała-na początku nie wiedziałam o co chodzi,aż do wczoraj.Kiedy wyszłam z łazienki,poszłam do niego.Chciałam się zapytać dlaczego,po co.Byłam przed jego drzwiami,zapukałam.Otworzył.Zdziwił się,zezłościł, nie wiem.Zapytałam po co mi to zrobił.Powiedział,że dla zemsty.W tedy po prostu mu przyłożyłam,dałam z liścia.A on,a on zezłościł się na mnie tak bardzo,że zaczął mnie bić.Na szczęście ktoś szedł,uratował mnie.On zaczął uciekać.Zostawił mnie tam na pastwę losu.Ktoś mi pomógł.Przyszłam do domu starałam się być jak najciszej.Ale przyszedł Zayn,przestraszyłam się,bałam się każdych okrzyków które usłyszałam,nadal się boje.Tylko tyle pamiętam.Później pamiętam,że przyszła I.T.P i wbiła mi tą cholerną igłę w rękę.-na końcu zobaczyłem jej morderczy wzrok przez łzy.
-Ja..ja bardzo Cię przepraszam.-powiedział Zayn.
T.I nie przestawała płakać,I.T.P ją przytuliła i powiedziała do nas tak,żeby ona tego nie usłyszała.
-I widzicie co zrobiliście.-wyszeptała.
Nagle odezwała się T.I.
-I.T.P przestaje,przestaje...-przyjaciółka jej przerwała.
-Dobrze,ciii...chodź,powoli.Czekaj chłopaki nam pomogą.
-Nie,nie błagam,nie.-my nie wiedzieliśmy o co chodzi,ale najwyraźniej T.I wiedziała.
-Louis,choć.-Podszedłem do niej,a ona kazała mi podnieść T.I,powiedziała też żebym nie zważał na jej krzyki.
-Błagam nie rób tego,błagam.-jednak ja musiałem jej pomóc
-Przepraszam.-powiedziałem jej do ucha i podniosłem.
-Aaaaałłłłaaa...-to musiało ją naprawdę bardzo boleć.
-Połórz ją tutaj.-powiedziała do mnie jej przyjaciółka.
-Aaaaa...nigdy więcej tego nie rób,błagam.-powiedziała do mnie T.I.
-Przepraszam.-odpowiedziałem.
-T.I przygotuj się.-ponownie usłyszałem głos I.T.P.
-Louis,przytu...-przerwałem jej.
-Oczywiście,że tak.-powiedziałem i przytuliłem ją z całych sił.
-Raz,dwa,trzy...-okrzyk T.I przerwał jej przyjaciółce.T.I zaczęła strasznie płakać,wszystko ją bolało,strasznie się o nią bałem.Dziewczyny starały się być silne,lecz nie mogły.T.I płakała z bólu i przerażenia,a I.T.P płakała z powodu jej przyjaciółki.Poprosiłem Nialla,aby przyniósł lodu po jakiś 3 minutach,T.I miała już na ręce lód,który trochę jej pomógł.
-NIENAWIDZĘ CIĘ-mówiła przez zęby T.I do swojej przyjaciółki.
-Też Cię Kocham-powiedziała I.T.P i przytuliła ją,odziwo ona jej nie odepchnęła tylko oddała gest I.T.P.Gdy dziewczyny się od siebie odkleiły T.I zwróciła się do mnie.
-Louis możemy pogadać?
-Jasne.-powiedziałem szybko po czy powiedziałem reszcie,aby wyszli.
-Myślę,że powinnam się od was wyprowadzić.-powiedziała załamującym się głosem
-Co?Nie możesz!
-Ale ja wam tylko zatruwam życie,po co to wam?Po co macie się codziennie męczyć?-powiedziała prawie płacząc.
-Nie pozwolę Ci,nie pozwolimy!-nie chciałem jej zostawiać w takiej sytuacji samej-Gdzie ty zamieszkasz!
-Poradzę sobie,chyba.-powiedziała płacząc
-Nie poradzisz,a jak coś Ci się stanie w nocy,kto Ci pomoże?
-Właśnie o tym mówiłam,nie chcę,żebyście się o mnie cały czas martwili i myśleli o tym czy coś mi się stało czy nie.
-Jeśli nie chcesz,to zostajesz.
-Ale...-przerwałem jej
-Nie ma ale,zostajesz i już,chyba że chcesz,żebym poszedł po chłopaków i oni by z Tobą porozmawiali.
-Nie,nie chcę.Ale zrozum...-znów jej przerwałem
-Zostajesz i już.
-Louis,pomyśl chcesz co dwa dni,patrzeć jak płaczę,bo musisz mi wbić igłę w rękę?
-Nie,nie chcę,ale jeśli trzeba to jakoś mi się uda.
-Czy my dobrze słyszeliśmy!?T.I chce się wyprowadzić!?-do pokoju wbiegli chłopcy
-Tak,możecie jej coś powiedzieć,bo mnie nie słucha.-powiedziałem,widziałem lekko zapłakaną T.I i w tym momencie do akcji weszła I.T.P.
-Choć kochana,nie będziesz tu tak siedzieć.-powiedziała i wzięła T.I za rękę.
***Oczami I.T.P***
-Choć kochana,nie będziesz tu tak siedzieć.-powiedziałam do T.I i wzięłam ją za rękę.
-Ale gdzie wy idziecie!?-zapytali zdenerwowani chłopcy.Widziałam po T.I,że się trochę boi,ale nie bała się ich,bała się krzyków,bała się każdego uniesienia ręki w jej stronę.
-Zaczekaj za pięć minut przyjdę.-powiedziałam do swojej przyjaciółki zostawiając ją samą na kanapie.
-Wy tego nie widzicie!?-nakrzyczałam na 1D.
-Ale czego,tego że chce uciec po tym co dla niej zrobiliśmy?-zapytał Zayn,ale było widać,że wszyscy tak myślą,wszyscy po za Louisem.
-One chce uciec tylko od krzyków,chce mieć spokój,potrzebuje ciszy.Ale u was chyba tego nie znajdzie.Specjalnie namówiłam ją do tego żeby z wami zamieszkała,myślałam że będziecie dla niej wsparciem,że pomożecie jej zapomnieć.Po tym co ją spotkało,naprawdę potrzebuje kogoś kto jej zawsze wysłucha,pomoże i przytuli,w dwóch słowach prawdziwego przyjaciela,takiego jak ja.Ja nie mogę być przy niej zawsze gdy mnie potrzebuje,a jeśli wy z nią mieszkacie to możecie.Więc zajmiecie się nią dobrze,albo się wyprowadza.Rozumiecie?
-Tak.Ale ona nie może się wyprowadzić,prosimy powiedz jej coś.-patrzyli na mnie błagalnym wzrokiem.
Zgodziłam się,porozmawiałam z T.I,wyszłam z ich domu.Obiecałam,że przyjdę za dwa dni.
***Oczami Louisa***
Usłyszałem jak I.T.P wychodzi z domu.Na blacie w kuchni zostawiła karteczkę:
-Połórz ją tutaj.-powiedziała do mnie jej przyjaciółka.
-Aaaaa...nigdy więcej tego nie rób,błagam.-powiedziała do mnie T.I.
-Przepraszam.-odpowiedziałem.
-T.I przygotuj się.-ponownie usłyszałem głos I.T.P.
-Louis,przytu...-przerwałem jej.
-Oczywiście,że tak.-powiedziałem i przytuliłem ją z całych sił.
-Raz,dwa,trzy...-okrzyk T.I przerwał jej przyjaciółce.T.I zaczęła strasznie płakać,wszystko ją bolało,strasznie się o nią bałem.Dziewczyny starały się być silne,lecz nie mogły.T.I płakała z bólu i przerażenia,a I.T.P płakała z powodu jej przyjaciółki.Poprosiłem Nialla,aby przyniósł lodu po jakiś 3 minutach,T.I miała już na ręce lód,który trochę jej pomógł.
-NIENAWIDZĘ CIĘ-mówiła przez zęby T.I do swojej przyjaciółki.
-Też Cię Kocham-powiedziała I.T.P i przytuliła ją,odziwo ona jej nie odepchnęła tylko oddała gest I.T.P.Gdy dziewczyny się od siebie odkleiły T.I zwróciła się do mnie.
-Louis możemy pogadać?
-Jasne.-powiedziałem szybko po czy powiedziałem reszcie,aby wyszli.
-Myślę,że powinnam się od was wyprowadzić.-powiedziała załamującym się głosem
-Co?Nie możesz!
-Ale ja wam tylko zatruwam życie,po co to wam?Po co macie się codziennie męczyć?-powiedziała prawie płacząc.
-Nie pozwolę Ci,nie pozwolimy!-nie chciałem jej zostawiać w takiej sytuacji samej-Gdzie ty zamieszkasz!
-Poradzę sobie,chyba.-powiedziała płacząc
-Nie poradzisz,a jak coś Ci się stanie w nocy,kto Ci pomoże?
-Właśnie o tym mówiłam,nie chcę,żebyście się o mnie cały czas martwili i myśleli o tym czy coś mi się stało czy nie.
-Jeśli nie chcesz,to zostajesz.
-Ale...-przerwałem jej
-Nie ma ale,zostajesz i już,chyba że chcesz,żebym poszedł po chłopaków i oni by z Tobą porozmawiali.
-Nie,nie chcę.Ale zrozum...-znów jej przerwałem
-Zostajesz i już.
-Louis,pomyśl chcesz co dwa dni,patrzeć jak płaczę,bo musisz mi wbić igłę w rękę?
-Nie,nie chcę,ale jeśli trzeba to jakoś mi się uda.
-Czy my dobrze słyszeliśmy!?T.I chce się wyprowadzić!?-do pokoju wbiegli chłopcy
-Tak,możecie jej coś powiedzieć,bo mnie nie słucha.-powiedziałem,widziałem lekko zapłakaną T.I i w tym momencie do akcji weszła I.T.P.
-Choć kochana,nie będziesz tu tak siedzieć.-powiedziała i wzięła T.I za rękę.
***Oczami I.T.P***
-Choć kochana,nie będziesz tu tak siedzieć.-powiedziałam do T.I i wzięłam ją za rękę.
-Ale gdzie wy idziecie!?-zapytali zdenerwowani chłopcy.Widziałam po T.I,że się trochę boi,ale nie bała się ich,bała się krzyków,bała się każdego uniesienia ręki w jej stronę.
-Zaczekaj za pięć minut przyjdę.-powiedziałam do swojej przyjaciółki zostawiając ją samą na kanapie.
-Wy tego nie widzicie!?-nakrzyczałam na 1D.
-Ale czego,tego że chce uciec po tym co dla niej zrobiliśmy?-zapytał Zayn,ale było widać,że wszyscy tak myślą,wszyscy po za Louisem.
-One chce uciec tylko od krzyków,chce mieć spokój,potrzebuje ciszy.Ale u was chyba tego nie znajdzie.Specjalnie namówiłam ją do tego żeby z wami zamieszkała,myślałam że będziecie dla niej wsparciem,że pomożecie jej zapomnieć.Po tym co ją spotkało,naprawdę potrzebuje kogoś kto jej zawsze wysłucha,pomoże i przytuli,w dwóch słowach prawdziwego przyjaciela,takiego jak ja.Ja nie mogę być przy niej zawsze gdy mnie potrzebuje,a jeśli wy z nią mieszkacie to możecie.Więc zajmiecie się nią dobrze,albo się wyprowadza.Rozumiecie?
-Tak.Ale ona nie może się wyprowadzić,prosimy powiedz jej coś.-patrzyli na mnie błagalnym wzrokiem.
Zgodziłam się,porozmawiałam z T.I,wyszłam z ich domu.Obiecałam,że przyjdę za dwa dni.
***Oczami Louisa***
Usłyszałem jak I.T.P wychodzi z domu.Na blacie w kuchni zostawiła karteczkę:
Dawajcie jej to 2 razy dziennie!
Nie zapomnijcie!
I.T.P
Na dole leżały leki.Ostatnio dostawała je rano,a jest 19:15 czyli chyba muszę jej to dać.Poszedłem na górę do pokoju T.I, patrzyła na mnie wzrokiem mówiącym błagam przytul mnie.Zapytałem jak się czuje,ona odpowiedziała,że byłoby lepiej,gdybym nie przyszedł tutaj z tą przeklętą igłą.Ponownie widziałem w jej oczach łzy i przerażenie.Przytuliłem ja.Usłyszała dzwonek telefonu.Odebrała.
-Halo.
-Nie,nie,nie to nie może być prawda!
Jej oczy się zaszkliły,po chwili już płakała.Nie wiedziałem co się dzieje.Odłożyła słuchawkę.Przytuliła minie.
-Louis zawiedziesz mnie gdzieś?-zapytała
Odpowiedziałem jej twierdząco.Wsiedliśmy do samochodu,T.I pokazała mi drogę do szpitala nie wiedziałem o co chodzi.Weszliśmy na sale,zobaczyłem lekko uśmiechającą się do nas I.T.P.
-Powiedziałaś im już?-zapytała się I.T.P
-Nie i na razie nie mam zamiaru,a ty nie waż się im powiedzieć!-drugą część powiedziała trochę groźniej
-Ale co nie ma nam powiedzieć?-zapytałem
-Nic ważnego-powiedziała szybko T.I-lepiej powiedz co z Tobą I.T.P.
-Nic wielkiego,tylko głowa mnie strasznie boli.-złapała się za głowę.
-A tak właściwie to co się stało?-zapytałem,bo właściwie nic nie wiedziałem
-Samochód w nią uderzył,dobrze że na tyle lekko,że nic wielkiego się nie stało.-odpowiedziała za przyjaciółkę T.I
-A kiedy Cię wypisują?-spytała T.I
-Za tydzień.-odpowiedziała I.T.P
-To Cię po jutrze odwiedzę,dobrze?
-Niestety,odwiedź mnie za trzy dni,pasuje Ci?
-Tak,oczywiście.-powiedziała i się przytuliła do I.T.P.
-I mam nadzieję,że im powiesz w czasie tych trzech dni.-a ja dalej nie wiedziałem o co chodzi...
-Myślę,że powiem im to jeszcze dzisiaj,muszę im powiedzieć.-powiedziała zasmucona
-Uwierz mi,oni Ci pomogą,obiecuje.-znowu się do siebie przytuliły.
Przyjechaliśmy do domu,T.I nadal nam nic nie powiedziała,trochę się martwiłem tak jak chłopaki,powiedziałem im o tym co się stało i o tym,że T.I ma nam coś powiedzieć.Była już jakaś 20:18 T.I nadal nic nam nie powiedziała,aż w końcu zeszła do salonu.
-Mogę z wami pogadać?
-Jasne.-powiedzieliśmy razem i popatrzyliśmy na T.I.
-No więc...-uratował ją dzwonek telefonu
-Halo
-Właśnie zamierzałam,ale mnie uratowałaś.
-Tyle że ja nie wiem jak zacząć
-Tak to dla Ciebie takie łatwe,a jak na mnie nakrzyczą albo nie będą chcieli mnie znać!Pomyślałaś co wtedy!
-Tak masz racje,zrobię tak,do zobaczenia za trzy dni.
-Tooo... co miałaś nam powiedzieć?-zapytał Niall
-Nic,już nic,to pa!-powiedziała i chciała pobiec do swojego pokoju
-Niall,łap ją.-powiedziałem do mojego przyjaciela.
Niall siedział najbliżej jej i na szczęście zdążył ją złapać.Złapał ją w pasie nie mogła uciec.
-To co masz nam do powiedzenia?
-Powiedziałam że nic!Puszczaj mnie!-krzyczała
Zadzwonił jej telefon.Odebrała,jednak Niall jej nie puścił.
-I JAK?I JAK?TY SIĘ SERIO PYTASZ?ZA CZEKAJ WYŚLĘ CI ZDJĘCIE JAK JEST ŚWIETNIE!
Rozłączyła się,zrobiła zdjęcie i wysłała przyjaciółce.Odpowiedzią na wiadomość było to:
-A tak właściwie to co się stało?-zapytałem,bo właściwie nic nie wiedziałem
-Samochód w nią uderzył,dobrze że na tyle lekko,że nic wielkiego się nie stało.-odpowiedziała za przyjaciółkę T.I
-A kiedy Cię wypisują?-spytała T.I
-Za tydzień.-odpowiedziała I.T.P
-To Cię po jutrze odwiedzę,dobrze?
-Niestety,odwiedź mnie za trzy dni,pasuje Ci?
-Tak,oczywiście.-powiedziała i się przytuliła do I.T.P.
-I mam nadzieję,że im powiesz w czasie tych trzech dni.-a ja dalej nie wiedziałem o co chodzi...
-Myślę,że powiem im to jeszcze dzisiaj,muszę im powiedzieć.-powiedziała zasmucona
-Uwierz mi,oni Ci pomogą,obiecuje.-znowu się do siebie przytuliły.
Przyjechaliśmy do domu,T.I nadal nam nic nie powiedziała,trochę się martwiłem tak jak chłopaki,powiedziałem im o tym co się stało i o tym,że T.I ma nam coś powiedzieć.Była już jakaś 20:18 T.I nadal nic nam nie powiedziała,aż w końcu zeszła do salonu.
-Mogę z wami pogadać?
-Jasne.-powiedzieliśmy razem i popatrzyliśmy na T.I.
-No więc...-uratował ją dzwonek telefonu
-Halo
-Właśnie zamierzałam,ale mnie uratowałaś.
-Tyle że ja nie wiem jak zacząć
-Tak to dla Ciebie takie łatwe,a jak na mnie nakrzyczą albo nie będą chcieli mnie znać!Pomyślałaś co wtedy!
-Tak masz racje,zrobię tak,do zobaczenia za trzy dni.
-Tooo... co miałaś nam powiedzieć?-zapytał Niall
-Nic,już nic,to pa!-powiedziała i chciała pobiec do swojego pokoju
-Niall,łap ją.-powiedziałem do mojego przyjaciela.
Niall siedział najbliżej jej i na szczęście zdążył ją złapać.Złapał ją w pasie nie mogła uciec.
-To co masz nam do powiedzenia?
-Powiedziałam że nic!Puszczaj mnie!-krzyczała
Zadzwonił jej telefon.Odebrała,jednak Niall jej nie puścił.
-I JAK?I JAK?TY SIĘ SERIO PYTASZ?ZA CZEKAJ WYŚLĘ CI ZDJĘCIE JAK JEST ŚWIETNIE!
Rozłączyła się,zrobiła zdjęcie i wysłała przyjaciółce.Odpowiedzią na wiadomość było to:
Życzę powodzenia♥
Nie mogę gadać lekarka przyszła :(
Kocham Cię ♥
-Puszczaj mnie głupku!-krzyczała coraz bardziej jednak Niall nie zamierzał jej puścić.
-Nie puszczę Cię!-przekrzyczał ją Niall.
-Ałła,szlak,któryś mi poda mój telefon?-podałem jej telefon
-Hej,I.T.P zostawiłaś może moje leki?Co!?Kiedyś Cię zatłukę!Dobra pa!-powiedziała zdenerwowana.
-Co się stało?
-Nic,nic puścisz mnie?
-Niall nie puszczaj jej!-krzyknąłem,gdy chłopaka miał zamiar to zrobić
-Dobrze,ale po co mam ją jeszcze tutaj trzymać?-Niall
-Właśnie po co ma mnie jeszcze trzymać!?-zapytała zdenerwowana T.I
-Po to,że jak Cię wypuści to ty zaczniesz uciekać i nigdy nie dam Ci tego lekarstwa.-powiedziałem spokojnie
-Jakiego lekarstw?Co!?Nie mów,że to ty znalazłeś te leki!-powiedziała przerażona
-Właśnie ja je wziąłem i teraz po nie idę.
-Nie,nie ,nie!Niall błagam puść mnie,błagam!-powiedziała zapłakana
-Przepraszam ale nie mogę.-powiedział Niall
-Właśnie że możesz,wystarczy że zdejmiesz ze mnie ręce!Błagam!-T.I
-Nie mogę Cię puścić.-Niall
Gdy wszedłem do pokoju z igłą T.I spojrzała na mnie wzrokiem mówiącym:błagam zostaw mnie w spokoju.Zbliżałem się coraz bardziej,a T.I coraz bardziej się bała.Gdy byłem już blisko niej,ona schowała ręce za siebie,uniemożliwiając mi tym samym wstrzyknięcie płynu.Podszedłem do niej bliżej.
-Daj mi proszę rękę.-powiedziałem spokojnie.
Ona tylko kiwnęła głową na znak,że tego nie zrobi.
-Dasz tą rękę czy mamy Ci pomóc?-zapytał Niall
T.I nie odezwała się,była przestraszona.Postanowiłem to wykorzystać.
-Czyli mamy Ci pomóc?
Dziewczyna bała się coraz bardziej,było to widać,nie bała się nas,bała się każdego krzyku,każdej groźby i każdego podniesienia ręki.W pewnym momencie dziewczyna nie wytrzymała.
-Niall puść mnie.-powiedziała stanowczo.
-Nie mo...-przerwała mu
-Możesz,puszczaj mnie i to już!-powiedziała jeszcze bardziej stanowczo niż wcześniej.
Niall puścił ją.
-Zapamiętajcie,nie potrzebują waszej pomocy i nie potrzebuje żebyś dawał mi tego cholernego leku!Po co ja tu jestem?Po co ja się w ogóle urodziłam.-ostatnie zdanie powiedział ciszej,ale na tyle głośno,żebyśmy to usłyszeli.
Dziewczyna była zapłakana.
-T.I po pierwsze potrzebujesz naszej pomocy i potrzebujesz tego leku,po drugie nigdy nie mów tych dwóch ostatnich zdań.-powiedziałem do T.I
-Idę do siebie!Jak zemdleję to dajcie mi ze 2 godziny,jeśli nie wstanę po 2 godzinach to wiedzcie,że was kochałam,możecie też próbować dzwonić po karetkę ale to już raczej nie pomoże.-powiedziała po czym wysłała nam buziaczka.
Minęło godzina,a T.I dalej nie wyszła ze swojego pokoju,zaczynamy się powoli martwić.
-T.I jesteś tam?-poszliśmy z chłopakami zobaczyć co u T.I
Nie było słychać odpowiedzi.Uchyliłem lekko drzwi i usłyszeliśmy rozmowę T.I z I.T.P.
-JAK TY TO SOBIE WYOBRAŻASZ!?NIE NIE MOGĘ IM TEGO OD TAK SOBIE POWIEDZIEĆ!?A TY BYŚ IM TO POWIEDZIAŁA!?POMYŚLAŁAŚ JAK NA TO ZAREAGUJĄ!?A PAMIĘTASZ JAK ZACZĘLI NA MNIE WRZESZCZEĆ OSTATNIO!?WIEM,POWIEM IM PO PO PROSTU,ŻE ODNALAZŁAM SWOJEGO TATE,TAK TEGO KTÓRY UMARŁ 15 LAT TEMU,NOI POWIEM,ŻE SIĘ DO NIEGO WPROWADZAM!OJ WIESZ PRZECIEŻ,ŻE ICH KOCHAM,ALE JA JUŻ TAK DŁUŻEJ NIE MOGĘ!NIE WIEM,MOŻE NA POCZĄTKU ZAMIESZKAM U JAKIŚ LUDZI KTÓRY BĘDĄ NA TYLE MILI ŻEBY MNIE PRZYJĄĆ,PÓŹNIEJ POSZUKAM JAKIEGOŚ INNEGO MIEJSCA!JAKOŚ MI SIĘ UDA.JAK NIE TO NIE WIEM CO ZE MNĄ BĘDZIE.DOBRA I.T.P JA KOŃCZĘ BO LEKI PRZESTAŁY DZIAŁAĆ I WSZYSTKO MNIE BOLI.KOCHAM CIĘ,PA PA ♥♥♥♥♥
Nie uwierzyliśmy w to co usłyszeliśmy,ale wiedzieliśmy jedno,nie możemy pozwolić,żeby T.I wyjechała!Ponownie zapukałem w drzwi tym razem usłyszeliśmy tylko ciche 'proszę'.Weszliśmy do pokoju T.I od razu się odsunęła gdy zobaczyła,że wchodzimy do pokoju.Bała się,ale tym razem nas.
-Boisz się nas?-zapytał Zayn,wszyscy to zauważyli.
-Po co przyszliście?-zapytała nie pewnie.
-Zapytać jak się czujesz i czy coś Cię boli.-Niall
-Czuję się świetnie i nie,nic mnie nie boli.-powiedziała odsuwając się jeszcze kawałek,gdy my stawiliśmy krok do przodu.-Coś...jeszcze?-zapytała przestraszona.
-Ty się nas naprawdę boisz.-powiedzieliśmy wszyscy
-Nie boję się.-powiedziała szybko dalej się odsuwając
-Jeśli się nie boisz to daj mi rękę.-powiedział Niall
-Ale nie macie przy sobie tej strzykawki?-zapytała bardziej nie pewna i bardziej przestraszona
-Nie.-odpowiedział Niall.
Wyciągną do niej rękę nie pewnie zbliżyła się.Jej ręka trzęsła się tak mocno,że jak złapała Nialla jego ręka też zaczęła się trząść.
-Nie musisz się nas bać.-powiedzieliśmy wszyscy razem.
W jej oczach znów pojawiły się łzy,były to łzy bólu i strachu.Pytanie dlaczego,dlaczego się aż tak boi.
-Boli Cię?-zapytałem,odpowiedzią było skinięcie twierdząco głową-Pójdziesz ze mną,żebym Ci to wstrzykną?-ponownie skinęła głową i poszła za mną.
Dziewczyna bardziej się trzęsła,bardziej się bała.Dotknąłem jej ręki,patrzyła na nas z miną:błagam boję się,zostawcie mnie.
Zaczęła płakać kiedy ją przytuliliśmy,nie mieliśmy pojęcia czy to z bólu czy strachu.
-Mogę zadzwonić zanim mi ten,wbijesz igłę?
-Jasne idź.-powiedziałem
Poszliśmy za nią,tak wiemy że to niesprawiedliwe,ale musimy wiedzieć dlaczego się nas boi.
-Hej I.T.P,masz chwilę?Nie nic się nie stało po za tym że się strasznie boję.No ich,nie wiem dlaczego,gdy wchodzą do mojego pokoju,po porostu się boję.Nie wiem czy to dlatego że na mnie nakrzyczą czy dlatego że no wiesz o co mi chodzi.Nie,nie powiedziałam im,boję się,wszystkiego się już boję,boję się każdego ich dotyku.Boję się.-dziewczyna powoli zaczynała płakać-Nie to nie mógł być on!Nigdy!Nigdy bym mu tego nie wybaczyła!Dobra nie mogę gadać chłopaki na mnie czekają później zadzwonię.
Gdy się się rozłączyła słyszeliśmy jeszcze jak ociera łzy i bierze głęboki wdech,szybko odeszliśmy od drzwi i zeszliśmy do kuchni.T.I miała jeszcze trochę zapłakane oczy i bardziej się trzęsła.
-Co się stało?-Niall
-Nie nic.-powiedziała zasmucona
-T.I proszę powiedz nam.-Zayn
-Nic się nie stało,wbijesz mi już tą igłę czy mogę iść?
-A ty przestaniesz się nas bać?-odpowiedziałem pytaniem na pytanie
-Nie nie przestanę!-powiedziała po czym zorientowała się,że właśnie się nam przyznała,że się nas boi.
-Czyli się nas boisz,a możemy wiedzieć dlaczego?-Zayn
T.I nie odpowiedziała.Bała się naszej reakcji.Wzięła szybko ode mnie strzykawkę i pobiegła na górę.
-T.I co ty robisz!?-w jej oczach było widać strach.
-Nic,puszczaj mnie!!!-powiedziała,gdy Niall ją złapał.
-Nie puszczę!-krzyknął Niall
-Puść mnie,błagam,nie dotykaj mnie!Błagam.-w jej oczach pojawiły się łzy,bała się gdy ją dotykał.
Niall ją puścił,a ona pobiegła do swojego pokoju.
-Myślicie,że co chce zrobić?-Zayn
-A może ona chce się wyprowadzić!?-Hazza
Wszyscy spojrzeliśmy na siebie,po czym pobiegliśmy pod drzwi pokoju T.I.Płakała.Słychać było jak mówiła sama do siebie coś w stylu-muszę to zrobić.Próbowaliśmy otworzyć drzwi,ale je zamknęła.
***Oczami T.I***
Chłopaki próbowali otworzyć drzwi,ale je zamknęłam.Postanowiłam się wyprowadzić na parę dni do domu I.T.P,ona z pewnością się zgodzi,a jak wróci do domu?Nie mogę z nią mieszkać.Ale poradzę sobie,muszę sobie poradzić!
-T.I otwieraj te drzwi!-krzyknęli na zmianę przez co się bardziej bałam.
Wyszłam z pokoju,ich miny były takie:
-T.I co ty robisz!?
-Wyprowadzam się.-tak na prawdę nie chciałam tego robić,ale ja się ich bałam.
-Dlaczego!!!?-wszyscy się darli,wszyscy po za Louisem.
-Chłopaki możemy pogadać?-Louis
***Oczami Louisa***
-Chłopaki możemy pogadać?-zapytałem
-Jasne.-odpowiedzieli wszyscy
-Wy nie widzicie,że takim krzykiem ją odstraszacie!?-powiedziałem,gdy już odeszliśmy od T.I
-To ty z nią pogadaj,Ciebie posłucha.
Powiedziałem chłopakom,że pogadam z T.I,poszedłem do niej,ale ona gadała przez telefon.
-I.T.P boję się,strasznie się boję.-mówiła zapłakana-Bo...bo pamiętasz jak wtedy Carl na mnie tak krzyczał,a później skończyło się to tak,że cała poobijana poszłam do Ciebie?Tak to rok temu.A tamto jak Michel,na mnie nakrzyczał o później przyszłam do Ciebie,też cała poobijana?Tak tamto.Noi ja się boję tego,że z nimi będzie tak samo,wiem że oni by tego nie zrobili,ale nie potrafię zaufać już chłopakom.Tak łatwo ci mówić,ale jak przez 3 lata co miesiąc przychodzi się do swojej najlepszej przyjaciółki,bo jej chłopak ja pobił!Ok oddzwonię do Ciebie około 23 jak chłopaki już myślą że śpię.Kocham Cię i dzięki za poradę!Pa pa♥.
Wszedłem do pokoju,T.I była wyraźnie zdziwiona.
-Nie mów,że wszystko słyszałeś.-powiedziała lekko przestraszona.
-Słyszałem.-powiedziałem krótko.
-Ale tamto też?-powiedziała jeszcze z nadzieją w głosie.
-Tak tamto też.Dlaczego nam nie powiedziałaś?-zapytałem
-A jak ty to sobie wyobrażasz?Hej chłopaki boję się was,bo co miesiąc przez 3 lata byłam bita przez swoich byłych?Tak miałam wam powiedzieć?
W tym momencie do pokoju weszli chłopcy.
-Co?T.I to prawda?-zapytali z troską w głosie.
-Tak to prawda.-powiedziała cicho jednak inni to usłyszeli
-Nie wiedzieliśmy przykro nam,ale nie wyprowadzaj się proszę!!!-powiedziałem razem z chłopakami.
-Dobrze,-chcieliśmy się do niej przytulić-ale nie przytulajcie mnie!
-Dlaczego?-zapytaliśmy zdziwieni
-Bo to strasznie boli.-chodziło o to,że nie dostała leków
-To my może was zostawimy a wy tutaj zróbcie co macie zrobić.-powiedział Zayn,po czym wskazał na strzykawkę.
Chłopaki wyszli zostaliśmy sami.
-Tylko postaraj się delikatnie.-powiedział T.I po czym podała mi strzykawkę.
-Dobrze,a ty obiecaj,że nie będziesz płakać.
-Nie mogę Ci obiecać.-powiedziała po czym lekko się uśmiechnęła.
Wbiłem jej igłę w rękę nie płakała,udało jej się.
-Noi pacz udało się.
Powiedziałam na co oboje wybuchnęliśmy śmiechem.
-Dziękuję.-powiedział T.I,a następnie słodko się uśmiechnęła.
-To ja dziękuję.
-Ale za co?
-Za to że jesteś przy mnie.
Powiedziałem po czym ją pocałowałem,ona odwzajemniła gest.
-Kocham Cię Louis♥.-powiedziała coś z czego się bardzo ucieszyłem.
-Ja Ciecie też T.I♥.
Ponownie się pocałowaliśmy,ale przerwali nam chłopki wchodzący do pokoju.
-Czyli że się nie wyprowadzasz?-zapytali z uśmiechem
-No chyba nie.
***Oczami T.I***
***3 lata później***
Po 3 latach mam z Louisem piękną córeczkę I.T.C,jakoś udało nam się pogodzić próby,trasy i rodzinę.Chłopaki bardzo nam pomagają za to właśnie ich kocham,ale nie tak jak Louisa ich kocham po przyjacielsku :p.Bardzo się z Louisem kochamy i jesteśmy wspaniałą rodziną♥♥♥♥♥♥.
---------------------------------------------------------------------------------
Mam nadzieję że się podobało :)
I jeszcze raz mówię,nie pisałam tak długo,ponieważ codziennie pisałam to oto cudo na górze :p
PS:Proszę zostawiajcie komentarze ♥.
---------------------------------------------------------------------------------
LAMA
---------------------------------------------------------------------------------
-Przepraszam ale nie mogę.-powiedział Niall
-Właśnie że możesz,wystarczy że zdejmiesz ze mnie ręce!Błagam!-T.I
-Nie mogę Cię puścić.-Niall
Gdy wszedłem do pokoju z igłą T.I spojrzała na mnie wzrokiem mówiącym:błagam zostaw mnie w spokoju.Zbliżałem się coraz bardziej,a T.I coraz bardziej się bała.Gdy byłem już blisko niej,ona schowała ręce za siebie,uniemożliwiając mi tym samym wstrzyknięcie płynu.Podszedłem do niej bliżej.
-Daj mi proszę rękę.-powiedziałem spokojnie.
Ona tylko kiwnęła głową na znak,że tego nie zrobi.
-Dasz tą rękę czy mamy Ci pomóc?-zapytał Niall
T.I nie odezwała się,była przestraszona.Postanowiłem to wykorzystać.
-Czyli mamy Ci pomóc?
Dziewczyna bała się coraz bardziej,było to widać,nie bała się nas,bała się każdego krzyku,każdej groźby i każdego podniesienia ręki.W pewnym momencie dziewczyna nie wytrzymała.
-Niall puść mnie.-powiedziała stanowczo.
-Nie mo...-przerwała mu
-Możesz,puszczaj mnie i to już!-powiedziała jeszcze bardziej stanowczo niż wcześniej.
Niall puścił ją.
-Zapamiętajcie,nie potrzebują waszej pomocy i nie potrzebuje żebyś dawał mi tego cholernego leku!Po co ja tu jestem?Po co ja się w ogóle urodziłam.-ostatnie zdanie powiedział ciszej,ale na tyle głośno,żebyśmy to usłyszeli.
Dziewczyna była zapłakana.
-T.I po pierwsze potrzebujesz naszej pomocy i potrzebujesz tego leku,po drugie nigdy nie mów tych dwóch ostatnich zdań.-powiedziałem do T.I
-Idę do siebie!Jak zemdleję to dajcie mi ze 2 godziny,jeśli nie wstanę po 2 godzinach to wiedzcie,że was kochałam,możecie też próbować dzwonić po karetkę ale to już raczej nie pomoże.-powiedziała po czym wysłała nam buziaczka.
Minęło godzina,a T.I dalej nie wyszła ze swojego pokoju,zaczynamy się powoli martwić.
-T.I jesteś tam?-poszliśmy z chłopakami zobaczyć co u T.I
Nie było słychać odpowiedzi.Uchyliłem lekko drzwi i usłyszeliśmy rozmowę T.I z I.T.P.
-JAK TY TO SOBIE WYOBRAŻASZ!?NIE NIE MOGĘ IM TEGO OD TAK SOBIE POWIEDZIEĆ!?A TY BYŚ IM TO POWIEDZIAŁA!?POMYŚLAŁAŚ JAK NA TO ZAREAGUJĄ!?A PAMIĘTASZ JAK ZACZĘLI NA MNIE WRZESZCZEĆ OSTATNIO!?WIEM,POWIEM IM PO PO PROSTU,ŻE ODNALAZŁAM SWOJEGO TATE,TAK TEGO KTÓRY UMARŁ 15 LAT TEMU,NOI POWIEM,ŻE SIĘ DO NIEGO WPROWADZAM!OJ WIESZ PRZECIEŻ,ŻE ICH KOCHAM,ALE JA JUŻ TAK DŁUŻEJ NIE MOGĘ!NIE WIEM,MOŻE NA POCZĄTKU ZAMIESZKAM U JAKIŚ LUDZI KTÓRY BĘDĄ NA TYLE MILI ŻEBY MNIE PRZYJĄĆ,PÓŹNIEJ POSZUKAM JAKIEGOŚ INNEGO MIEJSCA!JAKOŚ MI SIĘ UDA.JAK NIE TO NIE WIEM CO ZE MNĄ BĘDZIE.DOBRA I.T.P JA KOŃCZĘ BO LEKI PRZESTAŁY DZIAŁAĆ I WSZYSTKO MNIE BOLI.KOCHAM CIĘ,PA PA ♥♥♥♥♥
Nie uwierzyliśmy w to co usłyszeliśmy,ale wiedzieliśmy jedno,nie możemy pozwolić,żeby T.I wyjechała!Ponownie zapukałem w drzwi tym razem usłyszeliśmy tylko ciche 'proszę'.Weszliśmy do pokoju T.I od razu się odsunęła gdy zobaczyła,że wchodzimy do pokoju.Bała się,ale tym razem nas.
-Boisz się nas?-zapytał Zayn,wszyscy to zauważyli.
-Po co przyszliście?-zapytała nie pewnie.
-Zapytać jak się czujesz i czy coś Cię boli.-Niall
-Czuję się świetnie i nie,nic mnie nie boli.-powiedziała odsuwając się jeszcze kawałek,gdy my stawiliśmy krok do przodu.-Coś...jeszcze?-zapytała przestraszona.
-Ty się nas naprawdę boisz.-powiedzieliśmy wszyscy
-Nie boję się.-powiedziała szybko dalej się odsuwając
-Jeśli się nie boisz to daj mi rękę.-powiedział Niall
-Ale nie macie przy sobie tej strzykawki?-zapytała bardziej nie pewna i bardziej przestraszona
-Nie.-odpowiedział Niall.
Wyciągną do niej rękę nie pewnie zbliżyła się.Jej ręka trzęsła się tak mocno,że jak złapała Nialla jego ręka też zaczęła się trząść.
-Nie musisz się nas bać.-powiedzieliśmy wszyscy razem.
W jej oczach znów pojawiły się łzy,były to łzy bólu i strachu.Pytanie dlaczego,dlaczego się aż tak boi.
-Boli Cię?-zapytałem,odpowiedzią było skinięcie twierdząco głową-Pójdziesz ze mną,żebym Ci to wstrzykną?-ponownie skinęła głową i poszła za mną.
Dziewczyna bardziej się trzęsła,bardziej się bała.Dotknąłem jej ręki,patrzyła na nas z miną:błagam boję się,zostawcie mnie.
Zaczęła płakać kiedy ją przytuliliśmy,nie mieliśmy pojęcia czy to z bólu czy strachu.
-Mogę zadzwonić zanim mi ten,wbijesz igłę?
-Jasne idź.-powiedziałem
Poszliśmy za nią,tak wiemy że to niesprawiedliwe,ale musimy wiedzieć dlaczego się nas boi.
-Hej I.T.P,masz chwilę?Nie nic się nie stało po za tym że się strasznie boję.No ich,nie wiem dlaczego,gdy wchodzą do mojego pokoju,po porostu się boję.Nie wiem czy to dlatego że na mnie nakrzyczą czy dlatego że no wiesz o co mi chodzi.Nie,nie powiedziałam im,boję się,wszystkiego się już boję,boję się każdego ich dotyku.Boję się.-dziewczyna powoli zaczynała płakać-Nie to nie mógł być on!Nigdy!Nigdy bym mu tego nie wybaczyła!Dobra nie mogę gadać chłopaki na mnie czekają później zadzwonię.
Gdy się się rozłączyła słyszeliśmy jeszcze jak ociera łzy i bierze głęboki wdech,szybko odeszliśmy od drzwi i zeszliśmy do kuchni.T.I miała jeszcze trochę zapłakane oczy i bardziej się trzęsła.
-Co się stało?-Niall
-Nie nic.-powiedziała zasmucona
-T.I proszę powiedz nam.-Zayn
-Nic się nie stało,wbijesz mi już tą igłę czy mogę iść?
-A ty przestaniesz się nas bać?-odpowiedziałem pytaniem na pytanie
-Nie nie przestanę!-powiedziała po czym zorientowała się,że właśnie się nam przyznała,że się nas boi.
-Czyli się nas boisz,a możemy wiedzieć dlaczego?-Zayn
T.I nie odpowiedziała.Bała się naszej reakcji.Wzięła szybko ode mnie strzykawkę i pobiegła na górę.
-T.I co ty robisz!?-w jej oczach było widać strach.
-Nic,puszczaj mnie!!!-powiedziała,gdy Niall ją złapał.
-Nie puszczę!-krzyknął Niall
-Puść mnie,błagam,nie dotykaj mnie!Błagam.-w jej oczach pojawiły się łzy,bała się gdy ją dotykał.
Niall ją puścił,a ona pobiegła do swojego pokoju.
-Myślicie,że co chce zrobić?-Zayn
-A może ona chce się wyprowadzić!?-Hazza
Wszyscy spojrzeliśmy na siebie,po czym pobiegliśmy pod drzwi pokoju T.I.Płakała.Słychać było jak mówiła sama do siebie coś w stylu-muszę to zrobić.Próbowaliśmy otworzyć drzwi,ale je zamknęła.
***Oczami T.I***
Chłopaki próbowali otworzyć drzwi,ale je zamknęłam.Postanowiłam się wyprowadzić na parę dni do domu I.T.P,ona z pewnością się zgodzi,a jak wróci do domu?Nie mogę z nią mieszkać.Ale poradzę sobie,muszę sobie poradzić!
-T.I otwieraj te drzwi!-krzyknęli na zmianę przez co się bardziej bałam.
Wyszłam z pokoju,ich miny były takie:
-T.I co ty robisz!?
-Wyprowadzam się.-tak na prawdę nie chciałam tego robić,ale ja się ich bałam.
-Dlaczego!!!?-wszyscy się darli,wszyscy po za Louisem.
-Chłopaki możemy pogadać?-Louis
***Oczami Louisa***
-Chłopaki możemy pogadać?-zapytałem
-Jasne.-odpowiedzieli wszyscy
-Wy nie widzicie,że takim krzykiem ją odstraszacie!?-powiedziałem,gdy już odeszliśmy od T.I
-To ty z nią pogadaj,Ciebie posłucha.
Powiedziałem chłopakom,że pogadam z T.I,poszedłem do niej,ale ona gadała przez telefon.
-I.T.P boję się,strasznie się boję.-mówiła zapłakana-Bo...bo pamiętasz jak wtedy Carl na mnie tak krzyczał,a później skończyło się to tak,że cała poobijana poszłam do Ciebie?Tak to rok temu.A tamto jak Michel,na mnie nakrzyczał o później przyszłam do Ciebie,też cała poobijana?Tak tamto.Noi ja się boję tego,że z nimi będzie tak samo,wiem że oni by tego nie zrobili,ale nie potrafię zaufać już chłopakom.Tak łatwo ci mówić,ale jak przez 3 lata co miesiąc przychodzi się do swojej najlepszej przyjaciółki,bo jej chłopak ja pobił!Ok oddzwonię do Ciebie około 23 jak chłopaki już myślą że śpię.Kocham Cię i dzięki za poradę!Pa pa♥.
Wszedłem do pokoju,T.I była wyraźnie zdziwiona.
-Nie mów,że wszystko słyszałeś.-powiedziała lekko przestraszona.
-Słyszałem.-powiedziałem krótko.
-Ale tamto też?-powiedziała jeszcze z nadzieją w głosie.
-Tak tamto też.Dlaczego nam nie powiedziałaś?-zapytałem
-A jak ty to sobie wyobrażasz?Hej chłopaki boję się was,bo co miesiąc przez 3 lata byłam bita przez swoich byłych?Tak miałam wam powiedzieć?
W tym momencie do pokoju weszli chłopcy.
-Co?T.I to prawda?-zapytali z troską w głosie.
-Tak to prawda.-powiedziała cicho jednak inni to usłyszeli
-Nie wiedzieliśmy przykro nam,ale nie wyprowadzaj się proszę!!!-powiedziałem razem z chłopakami.
-Dobrze,-chcieliśmy się do niej przytulić-ale nie przytulajcie mnie!
-Dlaczego?-zapytaliśmy zdziwieni
-Bo to strasznie boli.-chodziło o to,że nie dostała leków
-To my może was zostawimy a wy tutaj zróbcie co macie zrobić.-powiedział Zayn,po czym wskazał na strzykawkę.
Chłopaki wyszli zostaliśmy sami.
-Tylko postaraj się delikatnie.-powiedział T.I po czym podała mi strzykawkę.
-Dobrze,a ty obiecaj,że nie będziesz płakać.
-Nie mogę Ci obiecać.-powiedziała po czym lekko się uśmiechnęła.
Wbiłem jej igłę w rękę nie płakała,udało jej się.
-Noi pacz udało się.
Powiedziałam na co oboje wybuchnęliśmy śmiechem.
-Dziękuję.-powiedział T.I,a następnie słodko się uśmiechnęła.
-To ja dziękuję.
-Ale za co?
-Za to że jesteś przy mnie.
Powiedziałem po czym ją pocałowałem,ona odwzajemniła gest.
-Kocham Cię Louis♥.-powiedziała coś z czego się bardzo ucieszyłem.
-Ja Ciecie też T.I♥.
Ponownie się pocałowaliśmy,ale przerwali nam chłopki wchodzący do pokoju.
-Czyli że się nie wyprowadzasz?-zapytali z uśmiechem
-No chyba nie.
***Oczami T.I***
***3 lata później***
Po 3 latach mam z Louisem piękną córeczkę I.T.C,jakoś udało nam się pogodzić próby,trasy i rodzinę.Chłopaki bardzo nam pomagają za to właśnie ich kocham,ale nie tak jak Louisa ich kocham po przyjacielsku :p.Bardzo się z Louisem kochamy i jesteśmy wspaniałą rodziną♥♥♥♥♥♥.
---------------------------------------------------------------------------------
Mam nadzieję że się podobało :)
I jeszcze raz mówię,nie pisałam tak długo,ponieważ codziennie pisałam to oto cudo na górze :p
PS:Proszę zostawiajcie komentarze ♥.
---------------------------------------------------------------------------------
LAMA
---------------------------------------------------------------------------------





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz