czwartek, 26 lutego 2015

Louis. ♥

  1. Spotkać One Direction.-spojrzałam na pierwszy punkt rzeczy i czynności które muszę zrobić w 2015.-Spotkać One Direction. Spróbować spotkać One Direction.-skreśliłam pierworodną wersję pierwszego punktu.
  2. Zobaczyć 5SOS na żywo.-to mogę już też skreślić. Skąd mieli by się wziąć w Polsce?! Jednak postanowiłam zostawić drugi punkt. "Tak na wszelki wypadek"-pomyślałam.
  3. Pójść na dobre studia.-to akurat nie problem. Oceny mam wręcz wyśmienite. Nie muszę się martwić.
  4. Nadal nie napisane...dopisze się potem.
Odłożyłam pamiętnik na szafkę nocną. Przeczesałam włosy ręką i westchnęłam. Do roboty nie miałam zupełnie nic.
Postanowiłam posprzątać mieszkanie przed przyjazdem rodziców. Mamy sprzątaczkę,nawet dwie co z tego? Gdy nie ma rodziców olewają swoje obowiązki i wychodzą.
"Super...". Tak zgadliście. Jestem rozpuszczoną nastolatką z kupą forsy i bogatymi rodzicami,a jednak nadal tkwimy w [Twoje Miasto] zamiast lecieć np.do Ameryki,a co nas tu trzyma? 
Ja. Tak. Za żadne skarby się stąd nie wyprowadzę. 

Włączyłam płytę 5SOS,wzięłam szmatkę i nucąc "Beside You" wzięłam się za sprzątanie.
Usłyszałam dzwonek do drzwi.
"Czego?"-pomyślałam.
Z nadal lecącą na maxa piosenką w tle poszłam otworzyć.
W drzwiach stanął okapturzony chłopak z okularami przeciw słonecznymi na nosie,a za nim biegły tabuny dziewczyn.
"Ktoś sławny?"
Wpuściłam go,a on zdyszany wysapał tylko:
-Dziękuję.
-A więc jak zgaduje jesteś kimś sławnym?
-T-Tak...-powiedział już wyraźniej. Znam ten głos. Nie,to nie może być prawda.-Masz fajny gust muzyczny.-zaśmiał się.
-Serio Ci się podoba? Według mnie są raczej średni.-zaczęłam blefować. Chciałam zobaczyć jak sam Michael Clifford zareaguje na takie słowa.
Tak,Michael Clifford stał w moim salonie. Ciekawe nie? 
Oburzony chłopak zsuną okulary i kaptur po czym powiedział:
-Słabi?! Dziewczyno! To najlepszy zespół na świecie!-czekałam tylko na ten moment i po prostu zaczęłam płakać. Ze szczęścia. Mój idol stał w moim pokoju. Nie dorzeczne!
-Ej,co Ci?-podszedł do mnie.-Nie mów,że...-nie skończył bo rzuciłam się na niego prawie go dusząc.
-Jezu Mikey! Ja was kocham! I ty u mnie....I....I te fanki....Nie,to jest sen prawda?-zaczęłam mówić bardzo szybko.
-Nie,haha.-zaśmiał się znów. Jak ja kocham jego śmiech.-To jest prawda. Jak Ci na imię?
-[T...] [T.I].-wyjąkałam przez łzy.
-[T.I],[T.I]...ładnie,ale tak nie typowo. 
-No wiesz...jesteśmy w Polsce,jest to Polskie imię i no....typowo Polskie...,a właśnie apropo. Co robisz...Robicie w Polsce?-spytałam.
-W samym kraju nic,jesteśmy tu tylko dlatego,że musieliśmy przejeżdżać przez niego by dojechać do Berlina gdzie swoją drogą mamy jutro koncert,a fanki mnie napadły i teraz jestem u Ciebie.
Porozmawialiśmy jeszcze chwilę,ale nagle zadzwonił telefon Clifforda.
Rozmowa:
-Chłopie gdzie ty jesteś?!-Lou.
-W domu pewnej dziewczyny,jestem u niej bo fanki mnie napadły...-Michael nie dokończył bo szatyn mu przerwał.
-Jaka ulica? Zaraz będziemy....Nosz ty się zawsze gdzieś szlajasz.
Chłopak podał adres który mu podałam i po 10 minutach usłyszeliśmy dzwonek.
"Okey,zaraz zobaczysz swoich wszystkich idoli,spokojnie"-mówiłam sobie przez całą drogę do drzwi.
-T...-gdy zobaczyłam samego Louisa odebrało mi mowę,jemu też....
Hm....
-Jestem [T.I].
-A ja Louis.
**5 lat później**
4.Nadal nie napisane. ..dopisze się potem. Wyjść za mąż za Louisa Tomlinsona. 
Zrobione.

<><>
Wiem,że do bani,głupie,krótkie,ale na prawdę nie miałam weny i szczerze powiedziawszy to "zmuszałam" się do napisania czegokolwiek,ale nie było mnie długo więc napisałam TO. Nie bijcie mnie. Następny będzie mam nadzieję lepszy.
Zobaczy się...
A.♥
   

1 komentarz: