sobota, 21 lutego 2015

#Zayn cz.2

Odprowadziłam [I.T.P] jak to miałyśmy w zwyczaju i poszłam w odwrotną stronę do swojego domu. Niestety na mojej drodze stanęli ONI. 
-Hej.-przywitali się.
Szli tą samą drogą obok mnie.

Nie odpowiedziałam tylko przerażona przyśpieszyłam kroku. Jednak oni nie odpuszczali. A ja nie odwracając się szłam jak najszybciej mogłam. W końcu zobaczyłam upragniony dom. Podbiegłam do niego. 

Na szybko otworzyłam drzwi i równie szybko je zamknęłam. Nie miałam najmniejszej ochoty na kolejne żarty. Chciałam dać sobie chwilę spokoju. Także sprawdziłam czy w domu nikogo nie ma. Oczywiście to było głupie.

Nigdy nikogo nie ma. Tata w delegacji,a mama w pracy. Ale nie narzekam. Przynajmniej mam normalne (ta na pewno) życie. Odstawiłam plecak do pokoju i weszłam do mojej łazienki. Zamknęłam drzwi od środka i otworzyłam kluczykiem małą i dobrze ukrytą szafeczkę.

Tak jak zamierzałam tak zrobiłam. Chwyciłam żyletkę i trzy razy przejechałam po nadgarstku. W chwili gdy zaczęło mi się kręcić w głowie jakby nigdy nic podłożyłam rękę pod kran z zimną wodą. 

Nie powiem. PIEKŁO STRASZNIE. Ale jak już zaczęłam musiałam skończyć. Po chwili krew przestała lecieć. Zakryłam wszystko rękawem mojej bluzki i postanowiłam się przewietrzyć. Było dość ciepło,więc wyszłam w tym co byłam.

Szłam przez park. Po chwili zobaczyłam idących obok mnie chłopaków. Strasznie się przestraszyłam. Jednak nic nie powiedziałam. Bałam się wykrztusić chociaż jedno krótkie słowo. 

Szłam tak jakby nigdy nic i starałam nie pokazywać tego jak strasznie się boję. Jednak długo to nie potrwało,bo przede mną stanęli Zayn i Harry. Chciałam ich wyminąć,ale oni mi na to nie pozwalali. Chwilę później poczułam rękę Louisa na swoim ramieniu. Tak się przestraszyłam,że...

No właśnie nie wiem co było dalej. Ale wiem,że obudziłam się w ich domu. Rozejrzałam się po pokoju i zobaczyłam swoje ubrania. Postanowiłam szybko uciec. Jednak nie było mi to dane. Gdy już chwytałam za klamkę poczułam czyjąś rękę na nadgarstku. Jak się okazało był to Liam.

-Nigdzie nie idziesz.-zarządził i chciał pociągnął mnie do salonu.
Próbowałam się wyrwać,ale jednak nic to nie dało. Chłopak był za silny. 

Gdy ja się szarpałam i stawiałam opór chłopakowi,Louis stał w progu kuchni i patrzył na nas popijając kawę z mlekiem.
-Może byś pomógł idioto!?-powiedział wkurzony Liam.
-Wolę postać i pić kawę.-pokazał na miejsce, w którym stał.

Wtedy Liam posłał mu srogie spojrzenie,a chłopak jak na zawołanie odstawił kubek i "pomagał" przyjacielowi. W końcu jednak uległam i zastałam zaciągnięta do drugiego salonu na piętrze.

Chłopcy (Malik,Horan i Styles) zerwali się z kanapy na którą zostałam brutalnie rzucona przez Tomlinsona i Payne. Popatrzyłam na swój nadgarstek. Przez to że chłopaki mnie ciągnęli świeże rany się odnowiły. Wyciągnęłam telefon w celu zadzwonienia do przyjaciółki z prośbą o pomoc.

Rozmowa Telefoniczna:
-Halo?
-Hej [IT.P] błagam pomo...

I w tym momencie Zayn wyrwał mi telefon i walną nim o ścianę.

***Oczami [I.T.P]***

Rozmowa nie spodziewanie się skończyła. Usłyszałam jeszcze tylko krzyk [T.I]. Pierwsze co mi przyszło na myśl to dom One Direction. Ubrałam się i jak najszybciej wyszłam z domu. Zamówiłam taxi i podałam adres chłopaków. Po nie całych 5 minut byłam na miejscu.

Zapukałam do drzwi. Otworzył mi Niall z pizzą w ręce. Bez zaproszenia wepchnęłam się do domu. Na górze siedziała [T.I]. Strasznie płakała. Zaczęłam się wydzierać na chłopaków.
-...co ona Wam...[T.I]?[T.I]!-pchnęłam chłopaków,którzy stali przed dziewczyną.

[T.I] leżała na tej kanapie,a z jej nadgarstku lała się krew. Chłopcy wyglądali na oszołomionych. Za to ja płakałam.
-No co czekacie!? No zróbcie coś! W końcu to wasza wina!-chłopcy jak na zawołanie podeszli do dziewczyny i zaczęli opatrywać jej nadgarstek.
-[T.I]?-próbowałam ją jakoś zagadać,żeby nie zamykała oczu,żeby przeżyła.
-Możesz im powiedzieć,żeby mnie nie dotykali?-dziewczyna próbowała się wyrwać.

Była jednak za słaba. Po chwili zamknęła oczy.
-[T.I]!-zaczęłam trząść jej ramieniem.
Ona jednak nie zareagowała. Leżała bez ruchu.
-Jesteście zadowoleni?-mówiłam cicho przez łzy-Chcieliście ją zabić?-złapałam dziewczynę za rękę.

Po chwili do przyjechała karetka. Oczywiście chłopcy pojechali ze mną.

***

Siedziałam pod salą [T.I] cała we łzach. Nie rozumiem,co ona im zrobiła. Lekarz nie wychodził z sali od godziny. 
-Przepraszamy.-powiedzieli w końcu.
-Przepraszacie? Co ona Wam zrobiła? Za co jej tak nienawidzicie?-zapytałam.
Oczywiście odpowiedziała mi cisza. 
-Jeśli jej się coś stanie. Nigdy już nie znajdziecie we mnie przyjaciółki. We mnie? Myślicie,że szkoła dobrze zareaguję na to,że przez Was dziewczyna chciała się zabić?-spuścili głowę.

Z sali wyszedł lekarz. Otarłam łzy i podeszłam do niego Zapytałam co się jest z moją przyjaciółką.
-Pani [T.N] jest w stanie krytycznym. Straciła masę krwi. Myślę,że kilka tygodni będzie w śpiączce.
-Czy jest możliwość,żeby umarła?
-Niestety tak.

Odszedł. Chciałam rzucić się na chłopaków. Chciałam,żeby czuli się źle. Żeby dotarło do nich to,że mogą zabić dziewczynę. Odwróciłam wzrok na chłopaków. Chciałam im teraz to wszystko powytykać. Ale widząc łzy w ich oczach moja złość minęła. Przytuliłam ich.

Z ich oczu popłynęły łzy. Zaczęłam głaskać ich po plecach. Zrobili źle,ale nie za bardzo przepadam patrzeć na cierpiących ludzi. 
-...żeby nas zauważała.-Liam skończył wszystko wyjaśniać.
-Nie mogliście po prostu porozmawiać?-zapytałam.
-Tak. Mogliśmy,tylko,że byliśmy głupi.-powiedział Zayn.

***3 tygodnie później***

Codziennie przychodziliśmy do [T.I]. Jednak ona cały czas była w śpiączce. Tak jak każdego dnia poszłam do chłopaków. Razem pojechaliśmy do szpitala. Weszliśmy do sali [T.I]. Jednak ona cały czas leżała. Podsunęłam krzesło do jej łózka. I usiadłam na nim. 

Po chwili chłopacy zrobili to samo. Złapałam ją za rękę. I tak jak zwykle zaczęłam do niej mówić.
-Wiesz,wszyscy się o ciebie martwią-dla chłopaków wydawało się to dziwne,że gadam do dziewczyny,która nawet mnie nie słyszy.-dlaczego się nie obudzisz?Martwię się o Ciebie. Nawet chłopcy tu są. Też się o Ciebie martwią. 
-Naprawdę?-usłyszałam jej cichy głos.
Ścisnęła moją rękę.
-Żyjesz?-z moich oczu popłynęły łzy szczęścia.

Po chwili już przytulałam przyjaciółkę. Ona lekko uścisnęła mnie.
-Strasznie się o Ciebie bałam.-powiedziałam,gdy już się od siebie oderwałyśmy.
-Wiem. Przez całe 3 tygodnie mi to mówiłaś.-uśmiechnęła się.
-Słyszałaś mnie?-zapytałam.

-Przez cały czas. Słyszałam też jak chłopaki się z ciebie śmieją. Miałam ochotę powiedzieć,że cię słyszę,ale nie miałam siły.
-Jak się czujesz?-zapytał Zayn...

NIKOLA♥

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz