Nie,nie,nie! Tylko nie to! Dlaczego?! Myślałam po wielokrotnym przeczytaniu nagłówku gazety.
Dlaczego jestem tak negatywnie nastawiona na ten hm...zespół?
Może dlatego,że przyjaźnię się z ich psychofanką. Co w tym złego? To tylko jeden z wielu przykładów: Siedziałyśmy w salonie,a w telewizji co? One Direction! A ona jak nie wrzasnęła.! ;-; Zaczęła krzyczeć,piszczeć,a gdy zaczął ten jej cały Heri czy jak bo tam nazwali popłakała się. Co tego,że to tylko telewizor,a boję się pomyśleć jak zareaguje gdy zobaczy ich cóż...na żywo.
No jasne,że ma bilety. Tak BILETY bo przecież trzeba ciągać za nimi swoją przyjaciółkę(jakby ktoś nie załapał chodzi o mnie...).
Ma w dupie,że [T.I] [T.N] nie interesuje co jeden z drugim jedł na obiad(bo jak ona opowiadała te jej "siostry" umieją nawet to w co w sumie śmiem wątpić,ale okey),a tym bardziej oni na żywo.
Tak swoją drogą to zajebisty entuzjazm tu odwalam nie? No wiem -.-
A propos. 3...2...1. Wbiła do mojego mieszkania.
-BOŻE,BOŻE,BOŻE,BOŻE.-zapłakana i roztrzęsiona zaczęła krzyczeć.-[T.I]!!!! MOI CHŁOPCY,W...W....W POLSCE!!!! JEDZIESZ ZE MNĄ PRAWDA?-i ten jej wzrok,weź się tu człowieku nie zgódź. Meh...
-Jasne,że tak.-odpowiedziałam bez żadnego entuzjazmu. Nie jadę tam dla nich tylko dla [I.T.N.P].
===============10 dni potem=====================
Dziś jest ten koncert. Zajebiście. Nie. ;-;
Gdy dzwoniła [I.T.N.P] (czyt.6 nad ranem gdy jeszcze słodko spałam) prócz opieprzenia mnie za to,że nie siedzę już ubrana tak jak ona od 1 w nocy i nie odliczam godzin(kiedy ona się nauczy,że ja ich nawet nie lubię?!) powiedziała,że mam się przyszykować i wręcz błagała bym ubrała coś "Directionerskiego" czy jakoś tak. Jako,że takich ubrań nie posiadam przyjechała podrzuciła mi jakieś ciuchy i odjechała.
Zrezygnowana spojrzałam na ciuchy.
JĄ CHYBA PORĄBAŁO?! Miał byś jakiś szczegół nie,ale nie cały ZESTAW.
Spojrzałam jeszcze raz na ubrania od przyjaciółki. Udałam wymioty i założyłam:
Jak ktoś w ogóle może w takim czymś chodzić?!
Przejrzałam się w lustrze. Boże. Co to jest?! Zupełnie inna dziewczyna.
Dochodziła 15 czyli równe 5 godzin do koncertu. Za 20 minut miała przyjść [T.I.N.P]. Nagle usłyszałam pukanie. Otworzyłam,a w drzwiach stała caaaaała w One Direction,zapłakana(Bogu dzięki,że nie miała makijażu) i rozhisteryzowana dziewczyna. Jej ubranie wyglądało mniej więcej tak:
Pech chciał,że akurat obok mojego domu przechodził Damian. Mój kolega. No super. Teraz przez ten ubiór będę miała przerąbane w szkole. Zajebiście.
Pech chciał,że akurat obok mojego domu przechodził Damian. Mój kolega. No super. Teraz przez ten ubiór będę miała przerąbane w szkole. Zajebiście.
-Błagam. Możesz już wejść bo jak zobaczy mnie jeszcze jakaś osoba ze szkoły to jak Boga kocham zedrę z siebie te ubrania.-powiedziałam przez zęby.
-Nie przesadzaj. Dobrze wyglądasz. Serio. Gdybym Cię nie znała to wzięła bym Cię za prawdziwą Directionerkę.
-Zamknij się. Nigdy w życiu.-powiedziałam lekko wkurzona.
Ja? Directionerką? Jeszcze czego. ;-;
-Zobaczymy.-odpowiedziała pewnie.
Gdy byłyśmy(jakieś pół Polski,Niemiec i Czech też) pod Narodowym zaczęłyśmy się przepychać do jakiś 15 ochroniarzy gdy nagle [I.T.N.P] pokazała jednemu z nich dwie błyszczące plakietki które widziałam po raz pierwszy,zeskanował je i wpuścił nas.
Zdziwiona całym zajściem poszłam za tym samym ochroniarzem i przyjaciółką,ale bynajmniej nie na płytę główną. Wiedziałam to bardzo dobrze,znałam prawie cały Stadion na pamięć.
Usłyszałam jak [I.T.N.P] zaczyna płakać,a gdy doszłyśmy do jakiś drzwi rozbeczała się na dobre. Dopiero teraz zrozumiałam. Zobaczymy ich twarzą w twarz. No to teraz już mnie dobiła. Dryblas pchnął drzwi,szepnął coś do środka i nas wpuścił.
Pierwszą rzeczą jaką zobaczyłam to rozpłakana do najwyższej skali. Duszącego przez nią em...L...L...Ljama? Jakoś w ten desen.
A ja? Stałam w drzwiach. Żadnego ruchu. Po prostu na nią czekałam. Nagle podszedł do mnie jakiś blondyn. Malowany blondyn z oczami jak morze.
-Cześć. Um...Czemu nie...-podrapał się po karku.-nie zachowujesz się jak Ona?-wskazał na [I.T.N.P].
-Bo ja osobiście fanką nie jestem. Zmusiła mnie do tego. A mój ubiór jest spowodowany tym,że mi taki podrzuciła.-rzuciłam nawet nie patrząc na chłopaka. Byłam zajęta obserwowaniem by nie udusiła żadnego z nich ze szczęścia.
-A więc nie fanka. Cóż. Nie zmienia to faktu,że możesz wejść,a nie...hm...stoisz w drzwiach. -powiedział ze śmiechem blondyn.
-Tak. Masz rację. Um...Macie tu wi-fi?.-spytałam.
-Mamy,ale liczyłem na to,że skoro nie wrzeszczysz na mój ani chłopaków widok możemy w spokoju pogadać. -podał mi rękę.- Niall. Niall Horan. Irlandczyk.
-[T.I]. [T.I] [T.N]. Polka.-uśmiechnęłam się.
-Masz piękny uśmiech. W ogóle cała jesteś piękna.-powiedział Niall.
-Dziękuję,ale to nie prawda.-opowiedziałam i zarumieniłam się.
-Wyglądasz słodko gdy się rumienisz.
-Dziękuję.-teraz to już byłam chyba cała różowa.
Niall zaśmiał się. I zaczęliśmy gadać. Tak normalnie. Oczywiście kilka razy przylatywała [I.T.N.P],ale szybko odchodziła.
^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
Muszę przyznać,że koncert był niesamowity,ale i tak najlepsze było to co spotkało mnie po.
-Hey. [T.I] chciała byś może pójść ze mną jutro do kina czy coś? Oczywiście jeśli chcesz.-był zdenerwowany.
-Oczywiście. Z chęcią Niall. -odpowiedziałam z uśmiechem.
Potem byliśmy razem. Żyliśmy długo i szczęśliwie,a ja nadal nie mogę przestać dziękować [I.T.N.P] za wzięcie mnie na ten koncert. W końcu to przez niego mam teraz najlepszego chłopaka na świecie. :))
Yaay! Skończyłam! Tyle v

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz