Wracałam ze szkoły uliczkami Londynu.Nie byłam kująką,ale też nie szło mi źle.Powiedzmy,że byłam akurat.To tak jak mówiłam wracałam ze szkoły i tu BAM!Z drzewa spada na mnie śnieg.Po chwili usłyszałam czyjś śmiech.
-Tak Cię to śmieszy Tomlinson!?-znałam ten śmiech bardzo dobrze.
-No tak jakby.
-Jednak to był zły pomysł by przyjaźnić się z gwiazdą.-powiedziałam pod nosem,ale Lou to usłyszał.
-Przesadzasz.Chodź do mnie do domu i tam się ogrzejesz.
-Nie.
-Dlaczego?
-Bo nie chcę iść do tych twoich przyjaciół.Więc,pa!
-Nie lubisz chłopaków?
-Tak jakby.A teraz żegnam.-odwróciłam się i już miałam iść,kiedy poczułam jak Louis przerzuca mnie przez ramię i sobie idzie.
-Idziesz do mnie.-powiedział stanowczo.
-Tomlinson!Idioto!Puszczaj mnie!Słyszysz!?
-Nie.
-Ale ja nie chcę iść do tych twoich znajomych.-powiedziałam już ciszej.
-Ale oni cię na prawdę bardzo polubili.Będą się cieszyć.
-Ale ja się nie cieszę,jestem twoją przyjaciółką,a nie ich.
-I tak idziesz.
Szliśmy tak ze 2 minuty,potem Lou wpakował mnie do samochodu.Wiedziałam,że on nie odpuści,więc nic nie mówiłam.Wpatrywałam się tylko w okno.Po jakiś 20 minutach byłam pod wielką willą.Wyszłam z auta i zaczekałam na mojego przyjaciela.Otworzył bramę,a potem drzwi.Nie chętnie weszłam do ich domu.
-Jestem!-krzykną Louis.-Zdejmuj buty.-powiedział potem do mnie.
-Ale Louis...-przerwano mi bezczelnie.
-Nie marudź bo sam to zrobię.-powiedział i popatrzył na mnie.
Zdjęłam buty i poszłam za Louisem do salonu.Chłopcy nie widzieli mnie.Oglądali jakiś beznadziejny film.Lou usiadł obok Zayna,a ja usiadłam przy stole,chłopcy nadal mnie nie widzieli.
-Lou,mogę pożyczyć laptopa?-zapytałam i dopiero teraz chłopcy rzucili się na mnie.
-T.I!
-YEY!-powiedziałam bez entuzjazmu i oczywiście dodałam tak zwane ''dżezowe rączki''-To jak?
-Jasne,już idę.-powiedział Lou i poszedł na górę.Po chwili przyszedł.
-Dzięki.-chłopcy ponownie usiedli przed telewizorem,a ja usiadłam przy stole i wyjęłam książki.Zaczęłam robić pracę domową.Po jakiś 45 minutach męczenia się nie wytrzymałam.Rzuciłam książką o podłogę,a długopisem walnęłam w stół.
-Głupia szkoła!-powiedziałam i oparłam się o krzesło.
-Pomóc Ci?-Lou.
-Nie.Nie potrzebuję twojej pomocy...tylko Internetu.-powiedziałam i włączyłam ''Zadane.pl''.
-Jak możesz oszukiwać w szkole młoda damo?-Louis.
-Śmieszne.-spisałam całe zadanie i spakowałam książki.-Louis,odwieziesz mnie?
-Nie.Nie chcę,żeby nasza willa kojarzyła ci się z pracą domową.
-Ugh...ale ja muszę już jechać do domu.
-Bo?-Zayn.
-Bo...eee...szlak...bo idę... do przyjaciółki.-powiedziałam spojrzałam na Louisa.
-Po co?-zapytał.
-Żeby pogadać.-wzruszyłam ramionami.
-A nie możesz pogadać z nami?-Harry.
-Nie,nie chcecie tego słuchać.-powiedziałam śmiejąc się.
-To o czym ty gadasz z twoimi przyjaciółkami?
-Nie chcecie wiedzieć.
-Chcemy.-powiedzieli razem
-W sumie jak wam powiem,to się na mnie obrazicie i będę mogła pójść.Tak więc,połowy z tego nie zrozumiecie,ale co z tego?Dziewczyny mają tak,że jak mają chłopaka,gadają o tym,jacy oni są wspaniali i bla bla bla.Ale jak chłopak ich zrani gadają jak to chłopcy są beznadziejni.Dlatego też,ja z I.T.P gadamy o tym,że chłopcy to tylko podłe świnie,które tylko ranią dziewczyny.Oczywiście są wyjątki.To jak mogę iść?
-Nie.-Louis.
-No dlaczego!?
-Bo powiedziałaś,że są wyjątki.
-Ugh...ale ja serio chcę iść do I.T.P!
-Ale po co?Żebyś gadała,jaki to twój chłopak jest wspaniały?
-Nie.Żeby trochę popłakać.
-Dlaczego masz płakać?-Louis.
-Boże...po co ja wam to powiedziałam?-zapytałam sama siebie-Bo czasem muszę sobie popłakać.
-Taaak....ty nie płaczesz tak bez powodu.
-A może mam powód?
-No to jaki?
-Nie dacie mi spokoju?
-Nie.
-Dobra,nie mogę iść to zadzwonię.
-Do kogo?
-Do I.T.P,a do kogo?Mówię,że muszę się komuś wyżalić.
-No a nie możesz nam?-Zayn.
-Nie.I specjalnie,będę z nią gadać po Polsku.
-Ej,to nie fair!-Louis.
-Dobra,przypomniało mi się,że ona jest na uczelni.
-To teraz możesz się wyżalić nam.-Niall.
-Phi.Nie,wy nie zrozumiecie.
-Dlaczego?-Liam.
-Bo wy nie rozumiecie,co przeżywa dziewczyna,kiedy chłopak ją rzuci.
-Ale dlaczego się rzucił?-Zayn
-Powiedział,że mu się znudziłam.Może to ja jestem beznadziejna?-zapytałam,a w moich oczach zebrały się łzy.
-Nie mów tak,jesteś wspaniała.-powiedzieli razem.
-Jakoś James tak nie myślał.-z moich oczu popłynęły łzy.
-Ej,nie płacz.On był zwykłym idiotą.-powiedział Niall i wszyscy chłopcy mnie przytulili.
-Dobra.Kocham was.-powiedziałam oddając uścisk.
-Wiesz T.I fajne masz te perfumy.
-Ale ja nie używam perfum.
-Aaa...no to ładnie pachniesz.-powiedział i wzruszył ramionami.
-Dzięki.Jednak umiecie pocieszyć.-posłałam im uśmiech.
-To co oglądamy film?
-Jasne.
Zaczął się film romantyczny.Siedziałam pomiędzy Louisem a Niallem.W połowie się popłakałam.
-To jest takie piękne.-powiedziałam ocierając łzy.Chłopcy przytulili mnie ramieniem i oparli głowę o moje ramie.-Jak słodko.-przytuliłam ich.
Nie wiadomo kiedy zasnęłam,obudziłam się obok w pokoju Louisa.Była 8:13.Z dołu było słychać śmiechy.Szybko się uczesałam i poprawiłam makijaż.Zbiegłam szybko na dół.
-Tomlinson idioto!
-Co się stało?
-Dlaczego do cholery mnie nie obudziłeś!?
-Bo ty tak słodko spałaś.
-To teraz się ubieraj i zabieram mnie do domu!
-Dlaczego?-zapytali razem.
-Dlatego,że tam mam ubrania.A i jeszcze jedno.Od pół godziny mam być na uczelni!
-To dzisiaj odpuścisz sobie uczelnie,jest piątek.-Lou wzruszył ramionami.
-To zawieź mnie do domu,bo muszę się przebrać.
-Ale ładnie wyglądasz.-Harry.
-Jejku,z wami można się w czymś dogadać?Jak dobrze,że mam zapasowe ciuchy w torbie.
-Nosisz zapasowe ciuchy?-Louis.
-Wiesz,nie wiadomo kiedy jakiś idiota zasypie cie śniegiem z drzewa.A teraz tok,to może być?-zapytałam chłopaków pokazując ten zestaw ubrań:
-Wow..-Harry....
lama♥
-Tak Cię to śmieszy Tomlinson!?-znałam ten śmiech bardzo dobrze.
-No tak jakby.
-Jednak to był zły pomysł by przyjaźnić się z gwiazdą.-powiedziałam pod nosem,ale Lou to usłyszał.
-Przesadzasz.Chodź do mnie do domu i tam się ogrzejesz.
-Nie.
-Dlaczego?
-Bo nie chcę iść do tych twoich przyjaciół.Więc,pa!
-Nie lubisz chłopaków?
-Tak jakby.A teraz żegnam.-odwróciłam się i już miałam iść,kiedy poczułam jak Louis przerzuca mnie przez ramię i sobie idzie.
-Idziesz do mnie.-powiedział stanowczo.
-Tomlinson!Idioto!Puszczaj mnie!Słyszysz!?
-Nie.
-Ale ja nie chcę iść do tych twoich znajomych.-powiedziałam już ciszej.
-Ale oni cię na prawdę bardzo polubili.Będą się cieszyć.
-Ale ja się nie cieszę,jestem twoją przyjaciółką,a nie ich.
-I tak idziesz.
Szliśmy tak ze 2 minuty,potem Lou wpakował mnie do samochodu.Wiedziałam,że on nie odpuści,więc nic nie mówiłam.Wpatrywałam się tylko w okno.Po jakiś 20 minutach byłam pod wielką willą.Wyszłam z auta i zaczekałam na mojego przyjaciela.Otworzył bramę,a potem drzwi.Nie chętnie weszłam do ich domu.
-Jestem!-krzykną Louis.-Zdejmuj buty.-powiedział potem do mnie.
-Ale Louis...-przerwano mi bezczelnie.
-Nie marudź bo sam to zrobię.-powiedział i popatrzył na mnie.
Zdjęłam buty i poszłam za Louisem do salonu.Chłopcy nie widzieli mnie.Oglądali jakiś beznadziejny film.Lou usiadł obok Zayna,a ja usiadłam przy stole,chłopcy nadal mnie nie widzieli.
-Lou,mogę pożyczyć laptopa?-zapytałam i dopiero teraz chłopcy rzucili się na mnie.
-T.I!
-YEY!-powiedziałam bez entuzjazmu i oczywiście dodałam tak zwane ''dżezowe rączki''-To jak?
-Jasne,już idę.-powiedział Lou i poszedł na górę.Po chwili przyszedł.
-Dzięki.-chłopcy ponownie usiedli przed telewizorem,a ja usiadłam przy stole i wyjęłam książki.Zaczęłam robić pracę domową.Po jakiś 45 minutach męczenia się nie wytrzymałam.Rzuciłam książką o podłogę,a długopisem walnęłam w stół.
-Głupia szkoła!-powiedziałam i oparłam się o krzesło.
-Pomóc Ci?-Lou.
-Nie.Nie potrzebuję twojej pomocy...tylko Internetu.-powiedziałam i włączyłam ''Zadane.pl''.
-Jak możesz oszukiwać w szkole młoda damo?-Louis.
-Śmieszne.-spisałam całe zadanie i spakowałam książki.-Louis,odwieziesz mnie?
-Nie.Nie chcę,żeby nasza willa kojarzyła ci się z pracą domową.
-Ugh...ale ja muszę już jechać do domu.
-Bo?-Zayn.
-Bo...eee...szlak...bo idę... do przyjaciółki.-powiedziałam spojrzałam na Louisa.
-Po co?-zapytał.
-Żeby pogadać.-wzruszyłam ramionami.
-A nie możesz pogadać z nami?-Harry.
-Nie,nie chcecie tego słuchać.-powiedziałam śmiejąc się.
-To o czym ty gadasz z twoimi przyjaciółkami?
-Nie chcecie wiedzieć.
-Chcemy.-powiedzieli razem
-W sumie jak wam powiem,to się na mnie obrazicie i będę mogła pójść.Tak więc,połowy z tego nie zrozumiecie,ale co z tego?Dziewczyny mają tak,że jak mają chłopaka,gadają o tym,jacy oni są wspaniali i bla bla bla.Ale jak chłopak ich zrani gadają jak to chłopcy są beznadziejni.Dlatego też,ja z I.T.P gadamy o tym,że chłopcy to tylko podłe świnie,które tylko ranią dziewczyny.Oczywiście są wyjątki.To jak mogę iść?
-Nie.-Louis.
-No dlaczego!?
-Bo powiedziałaś,że są wyjątki.
-Ugh...ale ja serio chcę iść do I.T.P!
-Ale po co?Żebyś gadała,jaki to twój chłopak jest wspaniały?
-Nie.Żeby trochę popłakać.
-Dlaczego masz płakać?-Louis.
-Boże...po co ja wam to powiedziałam?-zapytałam sama siebie-Bo czasem muszę sobie popłakać.
-Taaak....ty nie płaczesz tak bez powodu.
-A może mam powód?
-No to jaki?
-Nie dacie mi spokoju?
-Nie.
-Dobra,nie mogę iść to zadzwonię.
-Do kogo?
-Do I.T.P,a do kogo?Mówię,że muszę się komuś wyżalić.
-No a nie możesz nam?-Zayn.
-Nie.I specjalnie,będę z nią gadać po Polsku.
-Ej,to nie fair!-Louis.
-Dobra,przypomniało mi się,że ona jest na uczelni.
-To teraz możesz się wyżalić nam.-Niall.
-Phi.Nie,wy nie zrozumiecie.
-Dlaczego?-Liam.
-Bo wy nie rozumiecie,co przeżywa dziewczyna,kiedy chłopak ją rzuci.
-Ale dlaczego się rzucił?-Zayn
-Powiedział,że mu się znudziłam.Może to ja jestem beznadziejna?-zapytałam,a w moich oczach zebrały się łzy.
-Nie mów tak,jesteś wspaniała.-powiedzieli razem.
-Jakoś James tak nie myślał.-z moich oczu popłynęły łzy.
-Ej,nie płacz.On był zwykłym idiotą.-powiedział Niall i wszyscy chłopcy mnie przytulili.
-Dobra.Kocham was.-powiedziałam oddając uścisk.
-Wiesz T.I fajne masz te perfumy.
-Ale ja nie używam perfum.
-Aaa...no to ładnie pachniesz.-powiedział i wzruszył ramionami.
-Dzięki.Jednak umiecie pocieszyć.-posłałam im uśmiech.
-To co oglądamy film?
-Jasne.
Zaczął się film romantyczny.Siedziałam pomiędzy Louisem a Niallem.W połowie się popłakałam.
-To jest takie piękne.-powiedziałam ocierając łzy.Chłopcy przytulili mnie ramieniem i oparli głowę o moje ramie.-Jak słodko.-przytuliłam ich.
Nie wiadomo kiedy zasnęłam,obudziłam się obok w pokoju Louisa.Była 8:13.Z dołu było słychać śmiechy.Szybko się uczesałam i poprawiłam makijaż.Zbiegłam szybko na dół.
-Tomlinson idioto!
-Co się stało?
-Dlaczego do cholery mnie nie obudziłeś!?
-Bo ty tak słodko spałaś.
-To teraz się ubieraj i zabieram mnie do domu!
-Dlaczego?-zapytali razem.
-Dlatego,że tam mam ubrania.A i jeszcze jedno.Od pół godziny mam być na uczelni!
-To dzisiaj odpuścisz sobie uczelnie,jest piątek.-Lou wzruszył ramionami.
-To zawieź mnie do domu,bo muszę się przebrać.
-Ale ładnie wyglądasz.-Harry.
-Jejku,z wami można się w czymś dogadać?Jak dobrze,że mam zapasowe ciuchy w torbie.
-Nosisz zapasowe ciuchy?-Louis.
-Wiesz,nie wiadomo kiedy jakiś idiota zasypie cie śniegiem z drzewa.A teraz tok,to może być?-zapytałam chłopaków pokazując ten zestaw ubrań:
-Wow..-Harry....
lama♥

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz